niedziela, 27 lutego 2022

Czy to sie dzieje naprawdę... ( Tekst z dnia 27 lutego 2022 roku)

 



Ci, którzy są w moim wieku, albo starsi, pamiętają pierwszy powojenny film o Westerplatte. Tam jest taka scena, kiedy obrońcy siedzą już trzeci dzień w okopach odpowiadając na ostrzał z pancernika i nagle słyszą nadlatujące samoloty. Cieszą się bardzo, myśląc, że Anglia i Francja, które zobowiązały się zaatakować Niemców, gdyby Ci zaatakowali Polskę. Ci obrońcy są przekonanie, że to właśnie angielskie i francuskie samoloty lecą im na pomoc, ale wkrótce okrutnie się przekonują, że to Niemcy atakują ich z powietrza. To jest chyba najsmutniejsza scena z tego filmu...

Kiedy jesteście na plaży i ktoś się topi w morzu, nie biegnijcie mu na ratunek. Koniecznie dowiedzcie się, jakiej jest narodowości i w swój dopiero co zbudowany zamek z piasku wetknijcie jego narodową flagę, by mu było przyjemniej umierać... Kiedy spotkacie na swej drodze wypadek drogowy, nie wzywajcie na pomoc karetki, zapalcie znicz ( pewnie zawsze jakiś macie przy sobie na wszelki wypadek), zawierzcie życie ofiar matce boskiej i czujcie się usprawiedliwieni... Zapytacie, dlaczego opowiadam takie bzdury? Ale czym jest postawa świata wobec agresji Rosji na Ukrainę, jeśli nie takim właśnie obrazkiem tylko w dużo większej skali?

Jestem głupia, bo nie wierzyłam w tę wojnę. Z jakiegoś niezrozumiałego powodu wierzyłam w to, że Ukraina jest częścią naszego świata. Świata ludzi solidarnych, współpracujących z USA, członków UE i NATO. Byłam więc pewna, że Putin nie jest aż tak głupi, by się porwać na silniejszego. Dopiero w dniu, kiedy ruskie czołgi przekroczyły ukraińską granice, usłyszałam przemówienie Bidena i jego oświadczenie, że ani jeden żołnierz NATO nie zaatakuje Rosji, dopóki ta nie zaatakuje państwa należącego do NATO.

Uświadomiłam sobie, że znowu będziemy tak stać na granicy, machać tymi chorągiewkami i modlić się za ludzi, którzy umierają broniąc swojego kraju, ale także broniąc naszej granicy, by nie stała się ona granicą między Rosją a NATO.

Rozumiem to. Rozumiem, że gdyby choćby jeden strzał padł z naszej strony w kierunku Rosji, Putin wywołał by III wojnę światową i zrzucił winę na zachód. Rozpętałoby się piekło, a Polska znowu stałaby się polem walki. Jesteśmy w potrzasku i nie jesteśmy w stanie się z niego wyrwać.

Jesteś samotna UKRAINO, jesteś w tej walce sama! Bo USA, bo państwa UE, bo Polska, my nie mamy nie możemy ryzykować światowego konfliktu, by ciebie bronić. Możemy tylko Ciebie Ukraino poświęcić i się przyglądać, jak kładziesz głowę pod topór za nas wszystkich.

I zupełnie nie wiem po co są te specjalne programy w telewizji, ten cały szum. Przecież wynik tej wojny jest znany. Przecież dobrze wiemy, że Ukraina, nawet bardzo bohaterko broniąc swych granic, ulegnie silniejszemu napastnikowi. Bo świat wprawdzie macha żółto/błękitnymi chorągiewkami, ale stoi tyłem i czeka, kiedy się Ukraina wykrwawi.

Nie śpiewajcie mi więc w takiej chwili, że” ludzi dobrej woli jest więcej”, bo ludzie dobrej woli wzięli by karabiny i poszliby ramię w ramię walczyć z synami Ukrainy... pomimo wszystko. W tej konkretnej sytuacji adekwatna jest raczej fraszka Krasickiego: „Gdy więc wszystkie sposoby ratunku upadły, wśród serdecznych przyjaciół, psy zajączka zjadły”.

Od upadku Związku Radzieckiego minęło wystarczająco czasu, by młodej, ukraińskiej demokracji pomóc, by mogła odnaleźć swoje miejsce i w NATO i w Unii. Ale większość wielkich tego świata nie wierzyło, że może wydarzyć się to, co się dzieje. Mamy to wszystko na własne życzenie. Z powodu swojej ignorancji i braku wizji. Bo jesteśmy bałwanami, którzy wygodnie siedzą w swoim świecie nie martwiąc się o jutro. Jestem dokładnie taka sama. Zastanawiam się, jakim trzeba być idiotą, by w dzisiejszych, szczęśliwych czasach, mając dom, rodzinę i jakiś zwyczajny byt, dać się zmanipulować jakiemuś staremu chujowi, wziąć broń i strzelać do innych ludzi, których się nigdy wcześniej na oczy nie widziało... Rozumiem obronę, ale żeby napadać na kogoś, bo taki rozkaz wydał jakiś oderwany od rzeczywistości skurwysyn, który ma kryzys wieku starczego, uschnięte jaja, które sobie usiłuje powiększyć karabinem . Jeśli ten stary dziad chce powalczyć, to niech bierze karabin i niech sam zapierdala, a zwykłych ludzi, którzy nie mają żadnego powodu, by nienawidzić tych po drugiej stronie granicy, niech po prostu zostawi w spokoju.

Naród rosyjski, ci żołnierze, to są takie same ofiary, jak Ukraińcy. Wierzę, że nie chcą wojny, że może tylko strach każe im wykonywać rozkazy. Wierzę, że to naród rosyjski się w końcu obudzi, że się czara przeleje, że powstaną przeciwko dyktaturze, a Putin zdechnie gdzieś pod płotem opuszczony i samotny. Zresztą, nie jest on jedynym szkodnikiem, dyktatorem i szaleńcem, któremu życzę takiego losu.





czwartek, 27 stycznia 2022

Miejsce ze świetnym widokiem na koniec świata. (Tekst z dnia 27 stycznia 2022 roku)

 

„Ani jednej więcej!”... słyszę to w ciągu pół roku po raz drugi. Każdego dnia widzę symbole Strajku Kobiet, walczącą błyskawicę i czytam „Nigdy nie będziesz szła sama”.

Czy mi się wydaje, czy te dwa zdania, które tak chętnie wykrzykujecie na ulicy, czy one nie brzmią przypadkiem, jak obietnice?

Tymczasem zło wokół nas dzieje się każdego dnia i każdego dnia jakaś kobieta, pewnie nie jedna, dostaje serdeczny wpierdol od swojego pana, każdego dnia jakieś dziecko jest bite za to, że po prostu jest słabsze, albo molestowane i upokarzane. Każdego dnia ktoś decyduje za kobietę, że ma urodzić dziecko. A Wy po każdej tragedii krzyczycie to samo.., „ Ani jedna więcej!”. A potem nadchodzi następna i następna tragedia. Umrze dziesiąta, setna i tysięczna, a my nadal będziemy udawać, że nie dopuścimy do kolejnej tragedii.

I wybaczcie, w godzinie śmierci każda z nich była sama. Gdzie jest granica, której nie pozwolicie przekroczyć? Gdzie są rodziny tych kobiet? Dlaczego obumarły płód nie jest abortowany przez 2 dni, a rodzina umierającej kobiety czeka na jej śmierć bez reakcji. Dlaczego nie zwoła konferencji prasowej, nie krzyczy, że właśnie historia się powtarza, że potrzebują pomocy.

Przestańcie palić znicze po czyjejś śmierci. Ratujcie ofiary, kiedy żyją. Bo WASZ żal, WASZ krzyk, WASZE cudowne wpisy na tt., one są już bezsensowne i bez znaczenia. Ofiary są martwe!

Podczas manifestacji po wyroku TK zakazującym aborcji, Marta Lempart i inne przywódczynie Strajku Kobiet krzyczały: Dajemy PiSowi czas do końca roku, potem się za niego weźmiemy. ( nie jest to cytat dosłowny) Skończył się tamten rok, ba, minął nawet następny. Naiwniaczki takie, jak ja, próżno wyglądały rewolucji. Czy coś się zmieniło przez te kilkanaście miesięcy? PiS rujnuje nasze życie w jeszcze szybszym tempie niż przedtem. Przebojem młodzieży stała się piosenka „Jebać PiS”. No i kilka nazwisk stało się trochę bardziej rozpoznawalne. Ale kiedy ktoś potrzebuje pomocy, to może sobie tylko poczytać w internecie” Nigdy nie będziesz szła sama”. I jest sam. Może liczyć tylko na świeczkę po śmierci.

Obserwuję to wszystko od 6 lat. W reakcji na każde tragiczne wydarzenie wyciągacie na chwile serce na dłonie i okazujecie WASZ żal. A potem chowacie je z powrotem metalowych, zimnych puszkach. Nie ma jakiegoś systemu pomocy, nie ma jakiegoś pierdolonego numeru telefony, na który mogłaby zadzwonić kobieta z informacja, że ma zagrożoną ciążę, że idzie do szpitala, że trzeba pilnować, by w majestacie prawa, jakiś konował jej nie zabił.

Nie jesteście z natury rewolucjonistkami, raczej świetnie odgrywacie role płaczących wdów.

Agresja, przemoc, nawet w słusznej sprawie, nie leży w WASZEJ naturze. Tak się usprawiedliwiacie. Przecież „nie możecie doprowadzić do rozlewu krwi”, nie chcecie „krwawej rewolucji”. Nie chcecie? A może po prostu macie za mało odwagi by zabijać winnych? Bo przecież dopuszczacie do rozlewu krwi, Izabela z Pszczyny, Agnieszka z Częstochowy, wile innych kobiet zmarłych po nieudanych aborcjach i sepsach spowodowanych usilnymi próbami podtrzymywania ciąży, Bite na śmierć niemowlaki, katowane kobiety, gwałcone dzieci, podcinający sobie żyły nastolatkowie nie mogący udźwignąć presji społeczeństwa... Ta krew leje się każdego dnia. Każdy z nich zginął na barykadzie swojej samotnej rewolucji.

A my nie umiemy oddać za nich ciosu ich oprawcom. Nie mówmy im, że nigdy nie będą szli sami... do kurwa nieba! Bo im świeczkę na drogę zapalimy. O tym nie zapominamy nigdy.

Zwracam się teraz do tych, którzy oglądali film „ Nie patrz w górę”... Jako osoba, która od sześciu lat krzyczy ze wszystkich sił, że zaraz w nas pierdolnie asteroida, osoba, która sobie zdarła głos, porozrywała nerwy, dostając w zamian tylko ignorancję, czuję się tak bezsilna dziś, jak pierwszego dnia. I coraz częściej widzę, że już nie mam do kogo mówić. Zaczynam wierzyć, że kiedy świat obierze kurs na katastrofę, to nic go z tej drogi już nie zawróci. Bo po sześciu latach, kiedy PiS zniszczył wszystko, zniszczył nawet w nas człowieczeństwo, nadal nie ma nadziei, że ktoś powie dość! I wszyscy się nagle obudzą. Pozostaje chyba tylko znaleźć sobie azyl. Ciepłe, miłe miejsce z dobrym widokiem na koniec świata.




poniedziałek, 20 grudnia 2021

...I zaśpiewajcie kolędę i czujcie się usprawiedliwieni...( Tekst z dnia 20 grudnia 2021 roku)

 

Ktoś powie, że nie należy nazywać Lex TVN tematem zastępczym, bo jest to temat równie ważny, jak wszystkie inne. Ależ oczywiście. W zasadzie to temat najważniejszy, bo zniewolone media kończą złudzenie, że Polska jest krajem demokratycznym. I dlatego właśnie jestem pewna, że w końcowym efekcie, udając legalne procesy, PiS póki co, wycofa się z wojny o amerykańskie media.

Scenariusz tego filmu jest bardzo czytelny: W pewnym niespodziewanym momencie, partia rządząca rzuca w przestrzeń legislacyjną odrzuconą przez Senat ustawę Lex TVN. Obecni w Sejmie członkowie Zjednoczonej Prawicy oraz kurewscy kolaboranci dostali prezent na święta zaspokajający ich pokłady nienawiści. Mogą rechotać w kuluarach widząc, jak opozycja jest bezsilna a na wrogą telewizje pada strach. Mogą też publicznie wyśmiać, opluć i okazać lekceważenie i prawu i opozycji, a Lichocka nie robiąc żadnego gestu, który mógłby być pokazywany w nagłówkach, pokazuje po raz kolejny środkowy palec społeczeństwu. Potem trajkocząca Witek doprowadzi do kuriozalnego przyjęcia wadliwej i szkodliwej ustawy pomijając jakąkolwiek kulturę debaty. Potem oczywiście TVN 24 nie może nie zareagować. Program specjalny, zaproszeni eksperci, oburzenie świata, upomnienia dyplomatyczne. Wreszcie protest obywateli, przemówienia polityków.

To wszystko dzieje się za przyciśnięciem jednego czerwonego guziczka przez jednego starego dziada-reżysera. Każde z tych wydarzeń było do przewidzenia ze szczegółami. On wiedział, że się to stanie. Dalszy ciąg jest równie przewidywalny.

Na protestach padło kilka twardych słów, które są wykorzystywane przez TVP- telewizje miłości, jako przykłady mowy nienawiści. Donald Tusk zostanie okrzyknięty największym zbrodniarzem grożącym prezydentowi Dudzie szubienicą. Protesty będą wielkie, więc Duda okaże się rozsądnym, niezależnym kurwa! i silnym przywódcą. W dodatku prawdomównym, bo przecież obiecał, że w tym kształcie ustawy nie podpisze.

Będzie więc weto. Wrócimy bardzo szybko do punktu wyjścia czyli do czwartkowego wieczoru 16 grudnia 2021 roku. Zupełnie jakby nic się nie stało. Emocje wywołane nagłym zwrotem akcji w sprawie ustawy medialnej są tak silne, że wracanie do Mejzy, latyfundiów Morawieckiego, czy krzywoprzysięstwa Beaty Szydło lub nadmiernych śmierci cvidowych zbladły i zeszły w naszych mózgach gdzieś pod podłogę. Wszyscy, zarówno ci za, jak i ci przeciw, zagrali w teatrze marzeń starego dziada. Zagrali według jego scenariusza, chociaż większość nigdy go nie widziała na oczy...

No i na święta pojawiły się, jak manna z nieba kolorowe prezenty dla narodu.

Posłowie zjednoczonej prawicy dostali nadprogramową dawkę szyderstwa z narodu i nienawiści. Beta może spokojnie wracać na wioskę i liczyć, że nadal wszyscy ją będą uważać za świętą kobietę. Smród Mejzy został zabity silniejszym smrodem, a telewizja miłości dostała górę materiału do manipulacji. Największa paczka jest dla największej kreatury nazywanej bezprawnie prezydentem. Okazał się, że tak naprawdę nie jest długopisem, że się potrafi postawić i rządzi, bo jest twardym facetem z jajami.

Ale, jak to na święta, paczki będą także dla gorszego sortu. Opozycja dostała złudzenie, że może być zjednoczona, chociaż widząc minę Czarzastego zmuszonego do stania na tej samej trybunie z Tuskiem, nadzieja jest mikroskopijna. Protestującym będzie się wydawało, że to oni swoim licznym udziałem zmusili prezydenta do ustępstwa, niektórzy nawet go zaczną skrycie szanować i zalegnie się w nich wiara, że może ten obrzydliwy facet posiada jeszcze gdzieś głęboko ukryte pokłady przyzwoitości. I jeszcze jedna paczka, bardzo w sytuacji Polski ważna. Paczka dla premiera Jeśli nagle się okaże, że znowu mamy lawinę zakażeń, a linia ofiar śmiertelnych zarazy poszybuje w górę, za wszystko oskarży się opozycje, która zorganizowała tak liczne manifestacje.

Czy Państwo czytali „Rok 1984” Orwella? Jeśli tak pewnie wiecie, jak działa takie państwo. Władza w zasadzie nie zajmuje się rządzeniem, a reżyserowaniem. Pociąga za sznurki tak, by zarówno Ci, którym się wydaje, że są jakąś elitą, ale także klasa średnia i biedota, nie miała świadomości, że skręcić może tylko w tę uliczkę, którą jej przeznaczy władza. I wszyscy stają się bezwiednie aktorami, którzy w naturalny sposób odgrywają przeznaczone im role. I tylko się im wydaje, że jeszcze są wolni.

Ktoś może pomyśleć, że ja tu krytykuje WASZE protesty na ulicy. Nie! Drodzy MOI PRZYJACIELE, gdybym była w Polsce byłabym z WAMI na ulicy. Dzięki tym protestom oni mają obraz swojego poparcia, które spada. Ale Wy musicie być mądrzy, musicie po prostu wreszcie zrobić coś, co nie będzie zgodne ze scenariuszem, który WAM napisał dziad- reżyser. Bo on robi cały czas 3 kroki w przód, 2 w tył. I tym sposobem się prawie niezauważony posuwa do celu. A w naszych działaniach nie ma jakiegoś pomysłu albo jakiegoś zaskoczenia. On gra Vabank. A my odpowiadamy zbyt słabo i to nie jest zarzut wyłącznie do obywateli.

Na taką ustawę w sprawie ograniczenia wolności mediów, USA powinno odpowiedzieć Vabank i kazać się pakować swoim żołnierzykom stacjonującym w Polsce. Inne kraje demokratyczne powinny zagrozić wydaleniem polskich dyplomatów, a UE powinna zawiesić Polskę w prawach członka. My jako obywatele powinniśmy rzucać na plac pod prezydenckim pałacem koktajle Mołotowa, by mu pomóc podjąć decyzję w sprawie weta. Chuj! I tak już nic nie mamy do stracenia. I tak w TVP info będziemy bandytami! Powinniśmy siłą odeprzeć własne wojsko od granicy, gdzie umierają ludzie. Vabank, niech spróbują strzelać do własnych obywateli.

Powinniśmy, powinniśmy, powinniśmy... Niestety, żyjemy w czasach, kiedy nikomu na niczym nie zależy. Nikt się nie narazi, nikt nie zaryzykuje niczego. A bez desperacji i bez poświęcenia, nie może być zwycięstwa. Nie stać nas na zrobienie czegokolwiek, czego by dziad z Nowogrodzkiej nie przewidział i nie brał pod uwagę. Bo on nas zna lepiej, niż Jezus Chrystus. Patrzy w WASZE płochliwe serca i wie, że się boicie, że się pozwolicie szantażować, że siebie sami oszukujecie, że WAM się wydaje, iż odnieśliście zwycięstwo wtedy, kiedy wokół WAS tak naprawdę nie zmieniło się nic. Bo czym różni się dzisiejszy wieczór od tego czwartkowego wieczoru? .

Pytacie, czemu ja nic nie piszę. Nie pisze, bo trudno jest wykonywać prace, która jest bez sensu. Bo trudno jest wierzyć w cokolwiek, kiedy wokół siebie nie widzi się już desperatów, którzy byliby gotowi zmieniać świat.

Nikt z nas nie pójdzie walczyć Vabank. Nikt z nas nie poświęci swojego życia. Nie zrobi tego nawet mając świadomość, że śmierć ofiar komunizmu właśnie obraca się w pył i odpływa, że cała heroiczna praca Wałęsy, Michnika, Kuronia czy Mazowieckiego, właśnie okazała się nie potrzebna. Nie pozostaje już nic, jak usiąść przy lampce wina i zastanowić się, co musi się stać, by się Polakom przelała ta władza, by nią po prostu rzygnęli i poczuli skręt żołądka. I czy w ogóle takie coś istnieje? Czy będziemy nadal żyć od manifestacji do manifestacji wyreżyserowanej przez wielkiego brata. Kontrolowanej niewoli.., podarowanej w czerwonym papierze pod choinkę.

 Kiedy na WAS patrzę mam ochotę pogłaskać WAS po głowie i powiedzieć: Idźcie już do domu, spełniliście swój obowiązek, odegraliście swoje role...




niedziela, 5 grudnia 2021

Taka nieważna kocia śmierć. ( Tekst z dnia 5 grudnia 2021 roku)

 To jest blog polityczny. Bardzo się staram, by moje wpisy były jak najmniej osobiste. Ale przeczytałam artykuł o ludziach, którzy dokonują eutanazji na swoich zwierzętach, bo one przeszkadzają im po prostu na święta. Nie jestem zdziwiona. Widząc, jak człowiek, pan i władca Ziemi, traktuje z pogardą innych jej mieszkańców, jak siedząc w ciepłym domu cieszy się, że to nie on spędzi święta w lesie na granicy. Rozmawiając z różnymi celebrytami, którzy się maja za elitę, którzy na swoich portalach opisują swoja zdrową, vegańską dietę, swoje ćwiczenia jogi, a ich zaangażowanie w życie polega na krytykowaniu muzyka, który reklamuje MC Donalda, kiedy w kraju dokonuje się covidowe ludobójstwo, nic mnie już chyba nie potrafi zdziwić. Wszystko się jednak miesza. Nasza postawa w codziennym życiu, jej obraz nędzy i rozpaczy wpływa na politykę, a polityka wpływa na nas. I tak nasze uczucia umierają, coraz więcej jest wśród nas królowych śniegu o martwych, zlodowaciałych sercach. Czasami to im nawet zazdroszczę, że tak potrafią żyć...cytując klasykę, bez tej miłości. Mieć serca suche, jak orzeszek. Może tak łatwiej, może prościej i zdrowiej. Ale, co też jest cytatem, lepiej jest być 100 razy skrzywdzonym, niż choćby raz samemu skrzywdzić. Dlatego WAM dedykuję ten post. taki prezent kurwa na te WASZE święta. By WAM karp ością w gębie nie stawał, byście wypchnęli swoim zwyczajem wędrowca za drzwi, by WAM nadplanowego, tradycyjnego talerza nie pobrudził. 

     Nie bardzo lubię wylewać własnych żalów ani chwalić się swoją rozpaczą. Ale temat mnie po prostu powalił. Osoby, które są moimi znajomymi i obserwują mój profil wiedzą, że u mnie jest dom pełen zwierząt. Nie zawsze to są moje zwierzęta, ale po prostu mnie nie stać, by trzymać więcej, niż jednego psa i jednego kota. Mojego psa, Kazimierza znacie. Alergia, epilepsja, kłopoty ze stawami. Całą zimę właściwie musze go wynosić na podwórko, by się załatwił. O chodzeniu na spacery nie ma mowy. Nie narzekam. Było mi oszczędzone opiekowanie się niepełnosprawnym człowiekiem rodziny ludzkiej, w mojej rodzinie póki co wszyscy zdrowi. Ale za to los mi wyrównał chorym psem. Z kotem było zupełnie inaczej. Zwykły dachowiec, twardziel ale szlachcic, z charakterem. Byle czego do busi nie brał. Krewetki i wołowina pierwszego gatunku smakowały mu najbardziej. Prezent od córki na urodziny. Piękny, biało- rudy chłopak z charakterem, najlepszy przyjaciel. Zimą grzejnik, zawsze w pobliżu, na kolanach. Nie jedną łzę przyjął płynącą z moich oczu w jego futro. Nie było z nim kłopotów zdrowotnych. Po przeprowadzce z bloku do domu z ogrodem musiał zostać wykastrowany, ponieważ tak bardzo zachwycił się światem, którego wcześniej nie znał, że szukaliśmy go w dzielnicy kilka razy w tygodniu. Raz miał czyszczoną ranę na głowie po bitce z jakimś innym kotem. Środki do czyszczenia uszu, krople przeciwko opuchliźnie języka po ugryzieniu przez gąsiennicę. Poza tym żadnych problemów, okaz zdrowia. Dwa lata temu zauważyłam ranę na nosie, która nie chciała się zagoić. Weterynarz wysłał mnie do onkologa. Okazało się, że nowotwór. Amputowaliśmy część nosa. Dwa tygodnie po operacji to był koszmar. Spuchnięty nos utrudniał jedzenie, a nawet oddychanie. Ale trzeba było przeczekać. Siedziałam z nim i płakałam widząc, jak się męczy. Ale kiedy odpadł strup i można go już było uwolnić, wszystko zaczęło wracać do normy. Po pół roku dostał wznowę na tylnej łapie. Zauważyłam, że tam gdzie siedzi pojawiła się krew. Amputowaliśmy palec w tylnej łapie. Znowu dwa tygodnie gojenia ran. Tym razem łatwiej, bo to tylko łapa. Wiosną tego roku wznowa na nosie. Lekarz orzekł, że w zasadzie nie ma już czego amputować. Podawaliśmy sterydy i antybiotyk, by nie dopuścić do infekcji, ale było wiadomo, że lepiej nie będzie. Stan bardzo się pogorszył 9 października. Wystąpiły jakby symptomy przeziębienia, gorączka, brak apetytu. Byłam pewna, że zaraz zdechnie. Ale mój Filip-kot twardziel, po trzech dniach przyszedł do kuchni z wielką awanturą o jedzenie. Pojadł, pobiegł na pole, nie było go przez dwa dni.

 To był piątek. Rano pojawił się na śniadanie. Trochę zjadł i swoim sposobem szwendał się gdzieś po ogrodzie. Kiedy przyszedł wieczór pojawił się na kolację. Jak zwykle pokroiłam mu w kostkę dwie krewetki. Ale on już nie mógł jeść. Rana między nosem a buzia była tak wielka, że nie mógł złapać nawet kęsa. Kiedy zobaczyłam, jak próbuje swoje ulubione krewetki wkładać łapą do buzi i jak one mu wypadają, cos we mnie pękło. Powiedziałam dość. Dalsze przedłużanie jego męki nie było niczym innym, jak egoizmem człowieka, który nie chce stracić przyjaciela. Było już późno. Z weterynarzem umówiłam się na sobotę. I to chyba była najgorsza, jak do tej pory, noc w moim życiu. Jeśli ktoś umiera naturalnie, człowiek czy zwierzak ( nie było to moje pierwsze zwierzę), mamy nadzieję do ostatniej chwili, do ostatniego oddechu wierzymy w cud. Kiedy podejmujemy decyzje o eutanazji, wtedy już nie ma nadziei, pozostaje tylko czarna dziura. I to poczucie winy... 16 października około południa wiozłam go do weterynarza, a on cały czas darł się, bo wyjątkowo nie lubił tych wizyt. Jechałam, ale nie wiem, jak dojechałam, bo nie byłam w stanie zahamować łez. Powtarzałam cały czas: Przepraszam cię kotku, że nie mogę cię uratować.

 Sam akt jest bardzo krótki. Środki usypiające, by kot nie był świadomy i nie cierpiał, potem właściwy zastrzyk. Umarł cicho na moich rękach. Człowiek w takich chwilach doznaje uczuć, o istnieniu których nie miał zielonego pojęcia. Tak, jakby ktoś mu zmieszał koktajl ogłupiający z połączenia rozpaczy i ulgi. Wiecie, ja nie obchodzę świąt miedzy innymi właśnie dlatego. Bo całe życie jestem świadkiem podłości ludzi. Bo pamiętam myśliwych, którym się podstawiano niegrzeczne psy do odstrzału, bo widziałam, jak nowo narodzone szczeniaki wrzucano do stawu, bo były by kolejnymi, niepotrzebnymi gębami do wykarmienia. Nie wiem, kim jesteśmy, skoro nasze zatwardziałe sumienia są głuche i ślepe na rzeź niewiniątek. 

Wiem, że nie ma ani kociego ani psiego nieba, a mój kot po prostu umarł. Ja go zabiłam i chociaż jako osoba świadoma wiem, że był to akt miłosierdzia, nie wiem, czy kiedykolwiek sobie to wybaczę. Ale wiem, że nie chce mieć nic wspólnego z ludźmi, którzy zabijają zwierzęta, bo im się znudzą, przeszkadzają im w wakacjach, albo w innych życiowych planach. W tym ostatnim tygodniu życia mojego Filipka, na murze otaczającym ogród siadał obcy kot. Dziwny, na pewno nie dziki, długowłosy, niebieskooki syjamski kocur. Może to była kocia śmierć, sygnał, bym się pogodziła ze stratą. Może go przyszedł wołać do krainy cienia. Prawdę jest, że nigdy potem już go nie widziałam.   




wtorek, 30 listopada 2021

Feminizm w Polsce ( Tekst z dnia 30 listopada 2021 roku)

 Obiektywnie rzecz biorąc, w polskiej rzeczywistości to ja nawet boję nazywać się feministką. Ponieważ mam zupełnie inny obraz świata. Świata, w którym chciałabym współżyć z ludźmi, nie identyfikując ich płci. Niestety, u współczesnych feministek jest tak wiele agresji, nienawiści i chęci zemsty, że jest mi trudno się z tym utożsamiać. Rozumiem te zjawiska, bo odkąd zeszliśmy z drzewa, a może jeszcze wcześnie, w każdym bądź razie od chwili, kiedy się okazało, że mężczyzna jest fizycznie silniejszy od kobiety, trwa niezasłużona dominacja mężczyzn nad kobietami. Ale czy jesteśmy w stanie cokolwiek naprawić? Skoro w tak zwanym feminizmie jest tak wiele pisilizmu, który można określić jednym zdaniem: Teraz kurwa my! Jakakolwiek dziedzina życia, w które nie dominują kobiety, jest przed feministki diagnozowana jako wrogie środowisko, które trzeba zniszczyć. wiat jest niestety tak zbudowany, że dla jego dobra muszą współżyć wszystkie płcie. Nie mam ochoty uczestniczyć w tej wojence pomimo, że mam swoje własne czarne doświadczenia z mężczyznami. Nie zamierzam się wpisywać w pogląd, że" faceci tak mają, mężczyźni tacy są". a takie stwierdzenia widzę zarówno u Manueli, jak i u innej naczelnej feministki Pauliny Młynarskiej. Mężczyźni nie mają tego zaprogramowanego. Różnią się od kobiet tylko kawałkiem mięsa pomiędzy nogami i to społeczeństwo wmawia im od kołyski, że ten kawałek mięsa daje im przewagę. Kompletny brak logiki. Może więc zamiast zaostrzać konflikty i różnice, głaskać każdego dnia przed snem swoją nienawiść, warto byłoby się zastanowić, jak wyjść z tego impasu z korzyścią dla obu stron. Po przecież większość chłopców nie wyrastałaby na patriarchalnych dupków, gdyby taki model nie był im narzucony w domu, często przez matki feministki. Może po prostu czas już oddzielić grubą kreską to, co było. Przeszłości nie da się zmienić. Może czas zacząć wpływać na młode pokolenia, na nasze dzieci, by im ten genetyczny chip wymienić. Obserwuję te nasze Panie, naczelne feministki, utyskujące nad światem pełnym patriarchatu, ale nie widzę żadnego pomysłu, jakby można ten świat zmienić. Czasami to mi się nawet wydaje, że te kobiety hodują zastane podziały, bo boją się, że gdybyśmy w stosunkach miedzy kobietą a mężczyzną osiągnęli porozumienie, ich rola stałaby się marginalna. Bo cóż one będą robiły w swoim życiu, kiedy im ktoś tę feministyczną barykadę odbierze. Wielokrotnie powtarzałam, że czas już na edukację społeczeństwa. Nie na zmianę systemu edukacji, bo póki co polityczni nieudacznicy mają zbyt dużo siły i pieniędzy, by byli w stanie nas posłuchać. Trzeba jednak zastosować zasadę kropli, która drąży skałę. Gdyby w skali Polski, uratować 100 dzieci. Za zgodą rodziców prowadzić z nimi dodatkowe zajęcia , które kształtowały by postawy pożądane we współczesnym świecie, gdybyśmy wychowali sobie zupełnie nową elitę, prowadzili szkoły, które byłyby obiektem marzeń młodzieży, gdzie kształcony w nich człowiek zacząłby wyraźnie odstawać od ciemnoty panującej na ulicach, wtedy może za 10, 50, 200 lat zmienilibyśmy to społeczeństwo. Pani Manuela ma partnera psychologa, czy psychiatrę. Byłoby jej łatwo dowiedzieć się, jakie są podstawowe potrzeby młodego człowieka. Łatwo jest odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego organizacje faszystowskie i narodowe tak bardzo przyciągają młodzież. Bo dają im poczucie wspólnoty, przynależności do grupy, zaufania, bycia ważnym dla kogoś, kto stanie za nim murem. Te proste potrzeby można wykorzystać w dobrym celu, zamiast pozostawiać nasze dzieci na pastwę religijnych sekt i narodowych gangów. Wystarczy stworzyć odpowiednią wspólnotę, wprowadzić odpowiedni system nagradzania, by wypracować u młodych ludzi poczucie własnej wartości, które jest jedyną drogą do kształtowania ich osobowości. Pierdolenie na Fb nawet najbardziej oczywistych prawd niczego nie zmieni, bo nasze wypociny czytają wyłącznie ludzie rozumni, jak my. A stado baranów się nie zmniejsza. I tak nas zadepczą, bo nas jest garstka. Elitarny klub ludzi posiadających mózgi, zbyt słaby, by w tej rzeczywistości przetrwa. W końcowym efekcie i tak każde z nas ucieka gdzie pieprz rośnie, by ratować własne życie. Bo widzimy, jak nas ta Polska pożera, pochłania, niszczy dzień po dniu. Bo nasza wiara w sukces umarłą już dawno. Tylko się jeszcze miotamy resztkami sił próbując przegryźć klatkę. A potem się poddajemy.




niedziela, 21 listopada 2021

Auschwitz+ 2021 ( Tekst z dnia 21.listopada 2021 roku)

 Paweł Kasprzak powiedział, że nie zamierza głosować na tych polityków, którzy oklaskują na stojąco broniących naszych ranić pograniczników. Dziękuję Pawle. Czas by znalazły się w Polsce osoby, które nie będą w swym baranim pędzie popierać zła. 

 Niestety. Mamy w Polsce polityczną klasę tchórzy. Nikt nie ma odwagi wstać i powiedzieć, że król jest nagi, że nie ma na granicy żadnych bohaterskich obrońców, tylko bezwolne matoły wykonujące rozkazy. Mało tego, wykonują te rozkazy nazbyt gorliwie, bo nie sądzę, by jakiś rozkaz jasno pozwalał na okrucieństwo i sadyzm, na polewanie zdesperowanych ludzi zimną wodą w listopadzie. Pierdolę taki kraj i jego granice, niech one przestaną istnieć. Bo może wtedy, kiedy już staniemy się jednością z Rosją czy Chinami, to przestaniemy usprawiedliwiać brak wyrzutów sumienia patriotyzmem. Od wielu dni milczę i nie potrafię nic konstruktywnego napisać. Bo kiedy patrzę na coś, co zawsze określałam ogólnie Polską, widzę pierdoloną czarną dziurę, w której mieszkają ludzie bez oczu, bez mózgu. mają tylko otwarte gęby z których każdego dnia wylewają się frazesy typu: Jesteśmy wdzięczni za ochronę granic. Ja nie jestem wdzięczna! Ja odczuwam upokorzenie widząc te sceny emitowane przez służby graniczne, które z braku innych źródeł, pokazują także wolne media. Żyję w kraju, gdzie swego czasu przyjmowano każdego dnia po kilkaset uchodźców. Wszystkich nakarmiono, przebadano, wszystkim udostępniono dach nad głową. Kto nie miał prawa zostać, w komfortowych warunkach wracał do kraju. Reszta znalazła dach nad głową, zasiłek a potem pracę, dzieci poszły do szkół z naszymi dziećmi.  Nie rozumiem tego, że jeśli trzeba sfotografować gołą dupę Edyty Górniak, fotoreporterzy są w stanie przedostać się w jej pobliże rurą od kibla, a w sprawie prawdy, ratowania życia zwykłych biednych ludzi, wszyscy się, jak takie gołąbki podporządkowują władzy, której właściwie nie uznają. Co z WAMI jest? Ludzie! Skąd widz, taki jak ja ma wiedzieć, że Ci niby migranci, rzucający kamienie przez druty, to nie są statyści Kurskiego, że te mrożące krew w żyłach sceny, to nie teatr, którego scenariusz piszą na Nowogrodzkiej? Czytam wypowiedzi różnych celebrytów, którzy odwiedzają granicę, by ludziom podać szklankę wody. Ale żadnego z nich nie stać, by pomóc tym ludziom przerwać drut kolczasty i przejść na teren Polski. Tak naprawdę to nie wiem, po co tam jeżdżą? Chcą uciszyć swoje sumienie, chcą okazać współczucie, wzbudzić niepotrzebną nadzieję, że trafili na granicę normalnego kraju? Czy te gesty uratują komuś życie? Jeden z migrantów, który wrócił do swojego kraju powiedział, że na granicy czuli się, jak w więzieniu. A ja myślę, że był dla swoich oprawców zbyt łaskawy. Powiedziałabym: Czy nie widzicie, że stworzyliście tym ludziom coś na wzór obozy koncentracyjnego? Wszędzie druty kolczaste, z których nie sposób się wydostać i pilnujący ich strażnicy z karabinami... Ale powiem szczerze, i to porównanie wydaje mi się nie na miejscu. W więzieniu, czy w obozie, pomimo atmosfery strachu i braku pewności jutra, należała się kurwa, chociaż kromka czarnego chleba i jakaś woda udająca zupę, prycza na której się spało i dach nad głową, który chronił od deszczu...

 Nic tego nie usprawiedliwia. Nie ma takiej rzeczy, takiej prawdy, która by uzasadniała takie czyny i taką obojętność. Nie ma to znaczenia, że to jest jakaś gra Łukaszenki czy Putina, że za tysiącem przyjdzie 5 czy 10 tysięcy, że boimy się terrorystów, innej kultury. Każdy z nas może spaść ze schodów we własnym domu, może go pijany ksiądz potrącić na pasach, możemy udławić się kością podczas posiłku. Możemy po prostu z jakiegoś powodu nie dożyć jutra. Wolałabym zginąć z ręki terrorysty, któremu w swej naiwności pomogłam, niż pozwolić, by z powodu mojego strachu ktoś umarł z głodu i zimna. Nie rozumiem więc, drodzy moi rodacy, jak możecie z tym żyć. Jak zamierzacie obchodzić Wigilię, jak zamierzacie wyśpiewywać pieśni na Pasterce... Jak zamierzacie się nie wstydzić siadając przy uginających się od strawy stołach... Patrzę na WAS przez ostatnie 6 lat. Patrzę, ja WAM odbierają kawałek po kawałku wszystko. Wkurwiam się każdego dnia widząc, jak nie reagujecie na kłamstwa, na plucie w twarz, jak okradacie przyszłe pokolenia z marzeń. Dotyczy to wszystkich, nie tylko wyborców PiSu. Może tych, którzy rozumieją, co się święci, dotyczy to jeszcze bardziej. I w końcu mówię sobie: Trudno, to WASZ kraj, WASZ los, mnie to już właściwe nie dotyczy. Więc odpuszczam... 

 Ale dziś stajecie się współwinni ludobójstwa. To dla mnie już naprawdę za dużo. Nie chcę być jedną z WAS, nie chcę być tchórzem, który się boi powiedzieć DOŚĆ! Chcecie czekać, aż PiS sam się wypali, aż przegrają w wyborach? Ilu ludzi będziecie jeszcze mieli na sumieniu? Nie tylko tych na granicy, ale także tych, którzy umierają w szpitalach, bo rząd dostawia im tylko łóżka, do umierania... Brak sprzeciwu, brak prawdy rzuconej w oczy udającym ślepych, to tchórzostwo, WASZE, nie tylko polityków. Za nie płacą ludzie najwyższą cenę. Bo tak się w Polsce rozumie wolność osobistą, jako wolność do odwrócenia wzroku od czyjegoś cierpienia i przyzwalanie na niepotrzebną śmierć.

 Mam nadzieję, że takich osób, jak Paweł, które przestaną się bać mówić prawdę, będzie przybywało. Mam nadzieję, że w końcu wypełni WAS bunt. Ale nadzieja jest, jak wiecie matką głupich. Takich, jak ja, którzy od 6 lat czekają na prawdziwy sprzeciw. Pewnie się nie doczekam... 




środa, 17 listopada 2021

Armia ( krótki tekst z dnia 17 listopada 2021 roku)

 Bardzo się staram podchodzić do tego z dystansem, bo szkoda mojego zdrowia na roztrząsanie politycznych rzygów pisowców w różnych programach telewizyjnych. Ale czasami to aż trudno nie poczuć się jak naiwne dziecko w przedszkola, któremu ktoś opowiada, że "cygan" porwie. Nie wiem kim była ta wybitna jednostka w dzisiejszym programie Kropka nad I, ale jego trudny do zrozumienia zarzut, że nie powinniśmy litować się nad dziećmi w lesie, a powinien nas obchodzić los naszych bohaterskich żołnierzy, którzy są przez te dzieci obrzucani kamieniami, powalił mnie na dno. Czytałam także na tt. TVP info, że znowu kolejnych kilku pograniczników trafiło do szpitala z powodu tych ataków. I tak cały czas się zastanawiał, co za pierdolone wojaki Szwjki tej granicy bronią? Uzbrojeni po zęby, w pełnym rynsztunku obronnym i w kaskach🤦. I każdego dnia ponoszą straty w ludziach, bo wyczerpani ludzie, oddzieleni przez drut kolczasty, atakują ich kamieniami i patykami znalezionymi w lesie. Co to za łamagi służą w polskim wojsku? Najpierw policjantów odwożono hurtowo do szpitali, bo ich atakowały nieuzbrojone kobiety parasolkami i tęczowymi szaliczkami. Teraz to samo przytrafia się pogranicznikom. 🤷 Jak głupim trzeba być, by w tę narrację wierzyć? Biedna Rzeczpospolita! Dobrze, że mamy Niemców i Francuzów, którzy będąc w strachu, że w końcowym efekcie, nasze dyplomatyczne niedojdy doprowadzą do wojny Białorusi i Rosji z całą UE, pominąwszy polskiego prezydenta i premiera sami postanowili załagodzić kryzys.

Z moich obserwacji wynika, że nie jest to na rękę naszym niepanującym nad niczym przywódcom. Wycofanie się uchodźców znad granicy pozbawi ich bowiem politycznego złota, uczyni nielegalny stan wyjątkowy bezcelowym, a być może także pokaże prawdę o ostatnich przygranicznych wydarzeniach. Nam nie pozostaje nic innego, jak tylko życzyć unijnym dyplomatom, by nas uwolnili od tej krępującej moralnie sytuacji. By nie pozwolili by świat się dłużej przyglądał na to, jak po raz kolejny nie zdajemy moralnego egzaminu.




Niepotrzebne skreślić czyli " Już nigdy nie zagłosuję na Tuska" (Tekst z dnia 18 kwietnia 2026roku)

 Przeczytałam dziś taki post, o niedotrzymywaniu obietnic przez Donalda Tuska w sprawie, mówiąc krótko, związków partnerskich i wyroku TSUE ...