poniedziałek, 20 grudnia 2021

...I zaśpiewajcie kolędę i czujcie się usprawiedliwieni...( Tekst z dnia 20 grudnia 2021 roku)

 

Ktoś powie, że nie należy nazywać Lex TVN tematem zastępczym, bo jest to temat równie ważny, jak wszystkie inne. Ależ oczywiście. W zasadzie to temat najważniejszy, bo zniewolone media kończą złudzenie, że Polska jest krajem demokratycznym. I dlatego właśnie jestem pewna, że w końcowym efekcie, udając legalne procesy, PiS póki co, wycofa się z wojny o amerykańskie media.

Scenariusz tego filmu jest bardzo czytelny: W pewnym niespodziewanym momencie, partia rządząca rzuca w przestrzeń legislacyjną odrzuconą przez Senat ustawę Lex TVN. Obecni w Sejmie członkowie Zjednoczonej Prawicy oraz kurewscy kolaboranci dostali prezent na święta zaspokajający ich pokłady nienawiści. Mogą rechotać w kuluarach widząc, jak opozycja jest bezsilna a na wrogą telewizje pada strach. Mogą też publicznie wyśmiać, opluć i okazać lekceważenie i prawu i opozycji, a Lichocka nie robiąc żadnego gestu, który mógłby być pokazywany w nagłówkach, pokazuje po raz kolejny środkowy palec społeczeństwu. Potem trajkocząca Witek doprowadzi do kuriozalnego przyjęcia wadliwej i szkodliwej ustawy pomijając jakąkolwiek kulturę debaty. Potem oczywiście TVN 24 nie może nie zareagować. Program specjalny, zaproszeni eksperci, oburzenie świata, upomnienia dyplomatyczne. Wreszcie protest obywateli, przemówienia polityków.

To wszystko dzieje się za przyciśnięciem jednego czerwonego guziczka przez jednego starego dziada-reżysera. Każde z tych wydarzeń było do przewidzenia ze szczegółami. On wiedział, że się to stanie. Dalszy ciąg jest równie przewidywalny.

Na protestach padło kilka twardych słów, które są wykorzystywane przez TVP- telewizje miłości, jako przykłady mowy nienawiści. Donald Tusk zostanie okrzyknięty największym zbrodniarzem grożącym prezydentowi Dudzie szubienicą. Protesty będą wielkie, więc Duda okaże się rozsądnym, niezależnym kurwa! i silnym przywódcą. W dodatku prawdomównym, bo przecież obiecał, że w tym kształcie ustawy nie podpisze.

Będzie więc weto. Wrócimy bardzo szybko do punktu wyjścia czyli do czwartkowego wieczoru 16 grudnia 2021 roku. Zupełnie jakby nic się nie stało. Emocje wywołane nagłym zwrotem akcji w sprawie ustawy medialnej są tak silne, że wracanie do Mejzy, latyfundiów Morawieckiego, czy krzywoprzysięstwa Beaty Szydło lub nadmiernych śmierci cvidowych zbladły i zeszły w naszych mózgach gdzieś pod podłogę. Wszyscy, zarówno ci za, jak i ci przeciw, zagrali w teatrze marzeń starego dziada. Zagrali według jego scenariusza, chociaż większość nigdy go nie widziała na oczy...

No i na święta pojawiły się, jak manna z nieba kolorowe prezenty dla narodu.

Posłowie zjednoczonej prawicy dostali nadprogramową dawkę szyderstwa z narodu i nienawiści. Beta może spokojnie wracać na wioskę i liczyć, że nadal wszyscy ją będą uważać za świętą kobietę. Smród Mejzy został zabity silniejszym smrodem, a telewizja miłości dostała górę materiału do manipulacji. Największa paczka jest dla największej kreatury nazywanej bezprawnie prezydentem. Okazał się, że tak naprawdę nie jest długopisem, że się potrafi postawić i rządzi, bo jest twardym facetem z jajami.

Ale, jak to na święta, paczki będą także dla gorszego sortu. Opozycja dostała złudzenie, że może być zjednoczona, chociaż widząc minę Czarzastego zmuszonego do stania na tej samej trybunie z Tuskiem, nadzieja jest mikroskopijna. Protestującym będzie się wydawało, że to oni swoim licznym udziałem zmusili prezydenta do ustępstwa, niektórzy nawet go zaczną skrycie szanować i zalegnie się w nich wiara, że może ten obrzydliwy facet posiada jeszcze gdzieś głęboko ukryte pokłady przyzwoitości. I jeszcze jedna paczka, bardzo w sytuacji Polski ważna. Paczka dla premiera Jeśli nagle się okaże, że znowu mamy lawinę zakażeń, a linia ofiar śmiertelnych zarazy poszybuje w górę, za wszystko oskarży się opozycje, która zorganizowała tak liczne manifestacje.

Czy Państwo czytali „Rok 1984” Orwella? Jeśli tak pewnie wiecie, jak działa takie państwo. Władza w zasadzie nie zajmuje się rządzeniem, a reżyserowaniem. Pociąga za sznurki tak, by zarówno Ci, którym się wydaje, że są jakąś elitą, ale także klasa średnia i biedota, nie miała świadomości, że skręcić może tylko w tę uliczkę, którą jej przeznaczy władza. I wszyscy stają się bezwiednie aktorami, którzy w naturalny sposób odgrywają przeznaczone im role. I tylko się im wydaje, że jeszcze są wolni.

Ktoś może pomyśleć, że ja tu krytykuje WASZE protesty na ulicy. Nie! Drodzy MOI PRZYJACIELE, gdybym była w Polsce byłabym z WAMI na ulicy. Dzięki tym protestom oni mają obraz swojego poparcia, które spada. Ale Wy musicie być mądrzy, musicie po prostu wreszcie zrobić coś, co nie będzie zgodne ze scenariuszem, który WAM napisał dziad- reżyser. Bo on robi cały czas 3 kroki w przód, 2 w tył. I tym sposobem się prawie niezauważony posuwa do celu. A w naszych działaniach nie ma jakiegoś pomysłu albo jakiegoś zaskoczenia. On gra Vabank. A my odpowiadamy zbyt słabo i to nie jest zarzut wyłącznie do obywateli.

Na taką ustawę w sprawie ograniczenia wolności mediów, USA powinno odpowiedzieć Vabank i kazać się pakować swoim żołnierzykom stacjonującym w Polsce. Inne kraje demokratyczne powinny zagrozić wydaleniem polskich dyplomatów, a UE powinna zawiesić Polskę w prawach członka. My jako obywatele powinniśmy rzucać na plac pod prezydenckim pałacem koktajle Mołotowa, by mu pomóc podjąć decyzję w sprawie weta. Chuj! I tak już nic nie mamy do stracenia. I tak w TVP info będziemy bandytami! Powinniśmy siłą odeprzeć własne wojsko od granicy, gdzie umierają ludzie. Vabank, niech spróbują strzelać do własnych obywateli.

Powinniśmy, powinniśmy, powinniśmy... Niestety, żyjemy w czasach, kiedy nikomu na niczym nie zależy. Nikt się nie narazi, nikt nie zaryzykuje niczego. A bez desperacji i bez poświęcenia, nie może być zwycięstwa. Nie stać nas na zrobienie czegokolwiek, czego by dziad z Nowogrodzkiej nie przewidział i nie brał pod uwagę. Bo on nas zna lepiej, niż Jezus Chrystus. Patrzy w WASZE płochliwe serca i wie, że się boicie, że się pozwolicie szantażować, że siebie sami oszukujecie, że WAM się wydaje, iż odnieśliście zwycięstwo wtedy, kiedy wokół WAS tak naprawdę nie zmieniło się nic. Bo czym różni się dzisiejszy wieczór od tego czwartkowego wieczoru? .

Pytacie, czemu ja nic nie piszę. Nie pisze, bo trudno jest wykonywać prace, która jest bez sensu. Bo trudno jest wierzyć w cokolwiek, kiedy wokół siebie nie widzi się już desperatów, którzy byliby gotowi zmieniać świat.

Nikt z nas nie pójdzie walczyć Vabank. Nikt z nas nie poświęci swojego życia. Nie zrobi tego nawet mając świadomość, że śmierć ofiar komunizmu właśnie obraca się w pył i odpływa, że cała heroiczna praca Wałęsy, Michnika, Kuronia czy Mazowieckiego, właśnie okazała się nie potrzebna. Nie pozostaje już nic, jak usiąść przy lampce wina i zastanowić się, co musi się stać, by się Polakom przelała ta władza, by nią po prostu rzygnęli i poczuli skręt żołądka. I czy w ogóle takie coś istnieje? Czy będziemy nadal żyć od manifestacji do manifestacji wyreżyserowanej przez wielkiego brata. Kontrolowanej niewoli.., podarowanej w czerwonym papierze pod choinkę.

 Kiedy na WAS patrzę mam ochotę pogłaskać WAS po głowie i powiedzieć: Idźcie już do domu, spełniliście swój obowiązek, odegraliście swoje role...




niedziela, 5 grudnia 2021

Taka nieważna kocia śmierć. ( Tekst z dnia 5 grudnia 2021 roku)

 To jest blog polityczny. Bardzo się staram, by moje wpisy były jak najmniej osobiste. Ale przeczytałam artykuł o ludziach, którzy dokonują eutanazji na swoich zwierzętach, bo one przeszkadzają im po prostu na święta. Nie jestem zdziwiona. Widząc, jak człowiek, pan i władca Ziemi, traktuje z pogardą innych jej mieszkańców, jak siedząc w ciepłym domu cieszy się, że to nie on spędzi święta w lesie na granicy. Rozmawiając z różnymi celebrytami, którzy się maja za elitę, którzy na swoich portalach opisują swoja zdrową, vegańską dietę, swoje ćwiczenia jogi, a ich zaangażowanie w życie polega na krytykowaniu muzyka, który reklamuje MC Donalda, kiedy w kraju dokonuje się covidowe ludobójstwo, nic mnie już chyba nie potrafi zdziwić. Wszystko się jednak miesza. Nasza postawa w codziennym życiu, jej obraz nędzy i rozpaczy wpływa na politykę, a polityka wpływa na nas. I tak nasze uczucia umierają, coraz więcej jest wśród nas królowych śniegu o martwych, zlodowaciałych sercach. Czasami to im nawet zazdroszczę, że tak potrafią żyć...cytując klasykę, bez tej miłości. Mieć serca suche, jak orzeszek. Może tak łatwiej, może prościej i zdrowiej. Ale, co też jest cytatem, lepiej jest być 100 razy skrzywdzonym, niż choćby raz samemu skrzywdzić. Dlatego WAM dedykuję ten post. taki prezent kurwa na te WASZE święta. By WAM karp ością w gębie nie stawał, byście wypchnęli swoim zwyczajem wędrowca za drzwi, by WAM nadplanowego, tradycyjnego talerza nie pobrudził. 

     Nie bardzo lubię wylewać własnych żalów ani chwalić się swoją rozpaczą. Ale temat mnie po prostu powalił. Osoby, które są moimi znajomymi i obserwują mój profil wiedzą, że u mnie jest dom pełen zwierząt. Nie zawsze to są moje zwierzęta, ale po prostu mnie nie stać, by trzymać więcej, niż jednego psa i jednego kota. Mojego psa, Kazimierza znacie. Alergia, epilepsja, kłopoty ze stawami. Całą zimę właściwie musze go wynosić na podwórko, by się załatwił. O chodzeniu na spacery nie ma mowy. Nie narzekam. Było mi oszczędzone opiekowanie się niepełnosprawnym człowiekiem rodziny ludzkiej, w mojej rodzinie póki co wszyscy zdrowi. Ale za to los mi wyrównał chorym psem. Z kotem było zupełnie inaczej. Zwykły dachowiec, twardziel ale szlachcic, z charakterem. Byle czego do busi nie brał. Krewetki i wołowina pierwszego gatunku smakowały mu najbardziej. Prezent od córki na urodziny. Piękny, biało- rudy chłopak z charakterem, najlepszy przyjaciel. Zimą grzejnik, zawsze w pobliżu, na kolanach. Nie jedną łzę przyjął płynącą z moich oczu w jego futro. Nie było z nim kłopotów zdrowotnych. Po przeprowadzce z bloku do domu z ogrodem musiał zostać wykastrowany, ponieważ tak bardzo zachwycił się światem, którego wcześniej nie znał, że szukaliśmy go w dzielnicy kilka razy w tygodniu. Raz miał czyszczoną ranę na głowie po bitce z jakimś innym kotem. Środki do czyszczenia uszu, krople przeciwko opuchliźnie języka po ugryzieniu przez gąsiennicę. Poza tym żadnych problemów, okaz zdrowia. Dwa lata temu zauważyłam ranę na nosie, która nie chciała się zagoić. Weterynarz wysłał mnie do onkologa. Okazało się, że nowotwór. Amputowaliśmy część nosa. Dwa tygodnie po operacji to był koszmar. Spuchnięty nos utrudniał jedzenie, a nawet oddychanie. Ale trzeba było przeczekać. Siedziałam z nim i płakałam widząc, jak się męczy. Ale kiedy odpadł strup i można go już było uwolnić, wszystko zaczęło wracać do normy. Po pół roku dostał wznowę na tylnej łapie. Zauważyłam, że tam gdzie siedzi pojawiła się krew. Amputowaliśmy palec w tylnej łapie. Znowu dwa tygodnie gojenia ran. Tym razem łatwiej, bo to tylko łapa. Wiosną tego roku wznowa na nosie. Lekarz orzekł, że w zasadzie nie ma już czego amputować. Podawaliśmy sterydy i antybiotyk, by nie dopuścić do infekcji, ale było wiadomo, że lepiej nie będzie. Stan bardzo się pogorszył 9 października. Wystąpiły jakby symptomy przeziębienia, gorączka, brak apetytu. Byłam pewna, że zaraz zdechnie. Ale mój Filip-kot twardziel, po trzech dniach przyszedł do kuchni z wielką awanturą o jedzenie. Pojadł, pobiegł na pole, nie było go przez dwa dni.

 To był piątek. Rano pojawił się na śniadanie. Trochę zjadł i swoim sposobem szwendał się gdzieś po ogrodzie. Kiedy przyszedł wieczór pojawił się na kolację. Jak zwykle pokroiłam mu w kostkę dwie krewetki. Ale on już nie mógł jeść. Rana między nosem a buzia była tak wielka, że nie mógł złapać nawet kęsa. Kiedy zobaczyłam, jak próbuje swoje ulubione krewetki wkładać łapą do buzi i jak one mu wypadają, cos we mnie pękło. Powiedziałam dość. Dalsze przedłużanie jego męki nie było niczym innym, jak egoizmem człowieka, który nie chce stracić przyjaciela. Było już późno. Z weterynarzem umówiłam się na sobotę. I to chyba była najgorsza, jak do tej pory, noc w moim życiu. Jeśli ktoś umiera naturalnie, człowiek czy zwierzak ( nie było to moje pierwsze zwierzę), mamy nadzieję do ostatniej chwili, do ostatniego oddechu wierzymy w cud. Kiedy podejmujemy decyzje o eutanazji, wtedy już nie ma nadziei, pozostaje tylko czarna dziura. I to poczucie winy... 16 października około południa wiozłam go do weterynarza, a on cały czas darł się, bo wyjątkowo nie lubił tych wizyt. Jechałam, ale nie wiem, jak dojechałam, bo nie byłam w stanie zahamować łez. Powtarzałam cały czas: Przepraszam cię kotku, że nie mogę cię uratować.

 Sam akt jest bardzo krótki. Środki usypiające, by kot nie był świadomy i nie cierpiał, potem właściwy zastrzyk. Umarł cicho na moich rękach. Człowiek w takich chwilach doznaje uczuć, o istnieniu których nie miał zielonego pojęcia. Tak, jakby ktoś mu zmieszał koktajl ogłupiający z połączenia rozpaczy i ulgi. Wiecie, ja nie obchodzę świąt miedzy innymi właśnie dlatego. Bo całe życie jestem świadkiem podłości ludzi. Bo pamiętam myśliwych, którym się podstawiano niegrzeczne psy do odstrzału, bo widziałam, jak nowo narodzone szczeniaki wrzucano do stawu, bo były by kolejnymi, niepotrzebnymi gębami do wykarmienia. Nie wiem, kim jesteśmy, skoro nasze zatwardziałe sumienia są głuche i ślepe na rzeź niewiniątek. 

Wiem, że nie ma ani kociego ani psiego nieba, a mój kot po prostu umarł. Ja go zabiłam i chociaż jako osoba świadoma wiem, że był to akt miłosierdzia, nie wiem, czy kiedykolwiek sobie to wybaczę. Ale wiem, że nie chce mieć nic wspólnego z ludźmi, którzy zabijają zwierzęta, bo im się znudzą, przeszkadzają im w wakacjach, albo w innych życiowych planach. W tym ostatnim tygodniu życia mojego Filipka, na murze otaczającym ogród siadał obcy kot. Dziwny, na pewno nie dziki, długowłosy, niebieskooki syjamski kocur. Może to była kocia śmierć, sygnał, bym się pogodziła ze stratą. Może go przyszedł wołać do krainy cienia. Prawdę jest, że nigdy potem już go nie widziałam.   




wtorek, 30 listopada 2021

Feminizm w Polsce ( Tekst z dnia 30 listopada 2021 roku)

 Obiektywnie rzecz biorąc, w polskiej rzeczywistości to ja nawet boję nazywać się feministką. Ponieważ mam zupełnie inny obraz świata. Świata, w którym chciałabym współżyć z ludźmi, nie identyfikując ich płci. Niestety, u współczesnych feministek jest tak wiele agresji, nienawiści i chęci zemsty, że jest mi trudno się z tym utożsamiać. Rozumiem te zjawiska, bo odkąd zeszliśmy z drzewa, a może jeszcze wcześnie, w każdym bądź razie od chwili, kiedy się okazało, że mężczyzna jest fizycznie silniejszy od kobiety, trwa niezasłużona dominacja mężczyzn nad kobietami. Ale czy jesteśmy w stanie cokolwiek naprawić? Skoro w tak zwanym feminizmie jest tak wiele pisilizmu, który można określić jednym zdaniem: Teraz kurwa my! Jakakolwiek dziedzina życia, w które nie dominują kobiety, jest przed feministki diagnozowana jako wrogie środowisko, które trzeba zniszczyć. wiat jest niestety tak zbudowany, że dla jego dobra muszą współżyć wszystkie płcie. Nie mam ochoty uczestniczyć w tej wojence pomimo, że mam swoje własne czarne doświadczenia z mężczyznami. Nie zamierzam się wpisywać w pogląd, że" faceci tak mają, mężczyźni tacy są". a takie stwierdzenia widzę zarówno u Manueli, jak i u innej naczelnej feministki Pauliny Młynarskiej. Mężczyźni nie mają tego zaprogramowanego. Różnią się od kobiet tylko kawałkiem mięsa pomiędzy nogami i to społeczeństwo wmawia im od kołyski, że ten kawałek mięsa daje im przewagę. Kompletny brak logiki. Może więc zamiast zaostrzać konflikty i różnice, głaskać każdego dnia przed snem swoją nienawiść, warto byłoby się zastanowić, jak wyjść z tego impasu z korzyścią dla obu stron. Po przecież większość chłopców nie wyrastałaby na patriarchalnych dupków, gdyby taki model nie był im narzucony w domu, często przez matki feministki. Może po prostu czas już oddzielić grubą kreską to, co było. Przeszłości nie da się zmienić. Może czas zacząć wpływać na młode pokolenia, na nasze dzieci, by im ten genetyczny chip wymienić. Obserwuję te nasze Panie, naczelne feministki, utyskujące nad światem pełnym patriarchatu, ale nie widzę żadnego pomysłu, jakby można ten świat zmienić. Czasami to mi się nawet wydaje, że te kobiety hodują zastane podziały, bo boją się, że gdybyśmy w stosunkach miedzy kobietą a mężczyzną osiągnęli porozumienie, ich rola stałaby się marginalna. Bo cóż one będą robiły w swoim życiu, kiedy im ktoś tę feministyczną barykadę odbierze. Wielokrotnie powtarzałam, że czas już na edukację społeczeństwa. Nie na zmianę systemu edukacji, bo póki co polityczni nieudacznicy mają zbyt dużo siły i pieniędzy, by byli w stanie nas posłuchać. Trzeba jednak zastosować zasadę kropli, która drąży skałę. Gdyby w skali Polski, uratować 100 dzieci. Za zgodą rodziców prowadzić z nimi dodatkowe zajęcia , które kształtowały by postawy pożądane we współczesnym świecie, gdybyśmy wychowali sobie zupełnie nową elitę, prowadzili szkoły, które byłyby obiektem marzeń młodzieży, gdzie kształcony w nich człowiek zacząłby wyraźnie odstawać od ciemnoty panującej na ulicach, wtedy może za 10, 50, 200 lat zmienilibyśmy to społeczeństwo. Pani Manuela ma partnera psychologa, czy psychiatrę. Byłoby jej łatwo dowiedzieć się, jakie są podstawowe potrzeby młodego człowieka. Łatwo jest odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego organizacje faszystowskie i narodowe tak bardzo przyciągają młodzież. Bo dają im poczucie wspólnoty, przynależności do grupy, zaufania, bycia ważnym dla kogoś, kto stanie za nim murem. Te proste potrzeby można wykorzystać w dobrym celu, zamiast pozostawiać nasze dzieci na pastwę religijnych sekt i narodowych gangów. Wystarczy stworzyć odpowiednią wspólnotę, wprowadzić odpowiedni system nagradzania, by wypracować u młodych ludzi poczucie własnej wartości, które jest jedyną drogą do kształtowania ich osobowości. Pierdolenie na Fb nawet najbardziej oczywistych prawd niczego nie zmieni, bo nasze wypociny czytają wyłącznie ludzie rozumni, jak my. A stado baranów się nie zmniejsza. I tak nas zadepczą, bo nas jest garstka. Elitarny klub ludzi posiadających mózgi, zbyt słaby, by w tej rzeczywistości przetrwa. W końcowym efekcie i tak każde z nas ucieka gdzie pieprz rośnie, by ratować własne życie. Bo widzimy, jak nas ta Polska pożera, pochłania, niszczy dzień po dniu. Bo nasza wiara w sukces umarłą już dawno. Tylko się jeszcze miotamy resztkami sił próbując przegryźć klatkę. A potem się poddajemy.




niedziela, 21 listopada 2021

Auschwitz+ 2021 ( Tekst z dnia 21.listopada 2021 roku)

 Paweł Kasprzak powiedział, że nie zamierza głosować na tych polityków, którzy oklaskują na stojąco broniących naszych ranić pograniczników. Dziękuję Pawle. Czas by znalazły się w Polsce osoby, które nie będą w swym baranim pędzie popierać zła. 

 Niestety. Mamy w Polsce polityczną klasę tchórzy. Nikt nie ma odwagi wstać i powiedzieć, że król jest nagi, że nie ma na granicy żadnych bohaterskich obrońców, tylko bezwolne matoły wykonujące rozkazy. Mało tego, wykonują te rozkazy nazbyt gorliwie, bo nie sądzę, by jakiś rozkaz jasno pozwalał na okrucieństwo i sadyzm, na polewanie zdesperowanych ludzi zimną wodą w listopadzie. Pierdolę taki kraj i jego granice, niech one przestaną istnieć. Bo może wtedy, kiedy już staniemy się jednością z Rosją czy Chinami, to przestaniemy usprawiedliwiać brak wyrzutów sumienia patriotyzmem. Od wielu dni milczę i nie potrafię nic konstruktywnego napisać. Bo kiedy patrzę na coś, co zawsze określałam ogólnie Polską, widzę pierdoloną czarną dziurę, w której mieszkają ludzie bez oczu, bez mózgu. mają tylko otwarte gęby z których każdego dnia wylewają się frazesy typu: Jesteśmy wdzięczni za ochronę granic. Ja nie jestem wdzięczna! Ja odczuwam upokorzenie widząc te sceny emitowane przez służby graniczne, które z braku innych źródeł, pokazują także wolne media. Żyję w kraju, gdzie swego czasu przyjmowano każdego dnia po kilkaset uchodźców. Wszystkich nakarmiono, przebadano, wszystkim udostępniono dach nad głową. Kto nie miał prawa zostać, w komfortowych warunkach wracał do kraju. Reszta znalazła dach nad głową, zasiłek a potem pracę, dzieci poszły do szkół z naszymi dziećmi.  Nie rozumiem tego, że jeśli trzeba sfotografować gołą dupę Edyty Górniak, fotoreporterzy są w stanie przedostać się w jej pobliże rurą od kibla, a w sprawie prawdy, ratowania życia zwykłych biednych ludzi, wszyscy się, jak takie gołąbki podporządkowują władzy, której właściwie nie uznają. Co z WAMI jest? Ludzie! Skąd widz, taki jak ja ma wiedzieć, że Ci niby migranci, rzucający kamienie przez druty, to nie są statyści Kurskiego, że te mrożące krew w żyłach sceny, to nie teatr, którego scenariusz piszą na Nowogrodzkiej? Czytam wypowiedzi różnych celebrytów, którzy odwiedzają granicę, by ludziom podać szklankę wody. Ale żadnego z nich nie stać, by pomóc tym ludziom przerwać drut kolczasty i przejść na teren Polski. Tak naprawdę to nie wiem, po co tam jeżdżą? Chcą uciszyć swoje sumienie, chcą okazać współczucie, wzbudzić niepotrzebną nadzieję, że trafili na granicę normalnego kraju? Czy te gesty uratują komuś życie? Jeden z migrantów, który wrócił do swojego kraju powiedział, że na granicy czuli się, jak w więzieniu. A ja myślę, że był dla swoich oprawców zbyt łaskawy. Powiedziałabym: Czy nie widzicie, że stworzyliście tym ludziom coś na wzór obozy koncentracyjnego? Wszędzie druty kolczaste, z których nie sposób się wydostać i pilnujący ich strażnicy z karabinami... Ale powiem szczerze, i to porównanie wydaje mi się nie na miejscu. W więzieniu, czy w obozie, pomimo atmosfery strachu i braku pewności jutra, należała się kurwa, chociaż kromka czarnego chleba i jakaś woda udająca zupę, prycza na której się spało i dach nad głową, który chronił od deszczu...

 Nic tego nie usprawiedliwia. Nie ma takiej rzeczy, takiej prawdy, która by uzasadniała takie czyny i taką obojętność. Nie ma to znaczenia, że to jest jakaś gra Łukaszenki czy Putina, że za tysiącem przyjdzie 5 czy 10 tysięcy, że boimy się terrorystów, innej kultury. Każdy z nas może spaść ze schodów we własnym domu, może go pijany ksiądz potrącić na pasach, możemy udławić się kością podczas posiłku. Możemy po prostu z jakiegoś powodu nie dożyć jutra. Wolałabym zginąć z ręki terrorysty, któremu w swej naiwności pomogłam, niż pozwolić, by z powodu mojego strachu ktoś umarł z głodu i zimna. Nie rozumiem więc, drodzy moi rodacy, jak możecie z tym żyć. Jak zamierzacie obchodzić Wigilię, jak zamierzacie wyśpiewywać pieśni na Pasterce... Jak zamierzacie się nie wstydzić siadając przy uginających się od strawy stołach... Patrzę na WAS przez ostatnie 6 lat. Patrzę, ja WAM odbierają kawałek po kawałku wszystko. Wkurwiam się każdego dnia widząc, jak nie reagujecie na kłamstwa, na plucie w twarz, jak okradacie przyszłe pokolenia z marzeń. Dotyczy to wszystkich, nie tylko wyborców PiSu. Może tych, którzy rozumieją, co się święci, dotyczy to jeszcze bardziej. I w końcu mówię sobie: Trudno, to WASZ kraj, WASZ los, mnie to już właściwe nie dotyczy. Więc odpuszczam... 

 Ale dziś stajecie się współwinni ludobójstwa. To dla mnie już naprawdę za dużo. Nie chcę być jedną z WAS, nie chcę być tchórzem, który się boi powiedzieć DOŚĆ! Chcecie czekać, aż PiS sam się wypali, aż przegrają w wyborach? Ilu ludzi będziecie jeszcze mieli na sumieniu? Nie tylko tych na granicy, ale także tych, którzy umierają w szpitalach, bo rząd dostawia im tylko łóżka, do umierania... Brak sprzeciwu, brak prawdy rzuconej w oczy udającym ślepych, to tchórzostwo, WASZE, nie tylko polityków. Za nie płacą ludzie najwyższą cenę. Bo tak się w Polsce rozumie wolność osobistą, jako wolność do odwrócenia wzroku od czyjegoś cierpienia i przyzwalanie na niepotrzebną śmierć.

 Mam nadzieję, że takich osób, jak Paweł, które przestaną się bać mówić prawdę, będzie przybywało. Mam nadzieję, że w końcu wypełni WAS bunt. Ale nadzieja jest, jak wiecie matką głupich. Takich, jak ja, którzy od 6 lat czekają na prawdziwy sprzeciw. Pewnie się nie doczekam... 




środa, 17 listopada 2021

Armia ( krótki tekst z dnia 17 listopada 2021 roku)

 Bardzo się staram podchodzić do tego z dystansem, bo szkoda mojego zdrowia na roztrząsanie politycznych rzygów pisowców w różnych programach telewizyjnych. Ale czasami to aż trudno nie poczuć się jak naiwne dziecko w przedszkola, któremu ktoś opowiada, że "cygan" porwie. Nie wiem kim była ta wybitna jednostka w dzisiejszym programie Kropka nad I, ale jego trudny do zrozumienia zarzut, że nie powinniśmy litować się nad dziećmi w lesie, a powinien nas obchodzić los naszych bohaterskich żołnierzy, którzy są przez te dzieci obrzucani kamieniami, powalił mnie na dno. Czytałam także na tt. TVP info, że znowu kolejnych kilku pograniczników trafiło do szpitala z powodu tych ataków. I tak cały czas się zastanawiał, co za pierdolone wojaki Szwjki tej granicy bronią? Uzbrojeni po zęby, w pełnym rynsztunku obronnym i w kaskach🤦. I każdego dnia ponoszą straty w ludziach, bo wyczerpani ludzie, oddzieleni przez drut kolczasty, atakują ich kamieniami i patykami znalezionymi w lesie. Co to za łamagi służą w polskim wojsku? Najpierw policjantów odwożono hurtowo do szpitali, bo ich atakowały nieuzbrojone kobiety parasolkami i tęczowymi szaliczkami. Teraz to samo przytrafia się pogranicznikom. 🤷 Jak głupim trzeba być, by w tę narrację wierzyć? Biedna Rzeczpospolita! Dobrze, że mamy Niemców i Francuzów, którzy będąc w strachu, że w końcowym efekcie, nasze dyplomatyczne niedojdy doprowadzą do wojny Białorusi i Rosji z całą UE, pominąwszy polskiego prezydenta i premiera sami postanowili załagodzić kryzys.

Z moich obserwacji wynika, że nie jest to na rękę naszym niepanującym nad niczym przywódcom. Wycofanie się uchodźców znad granicy pozbawi ich bowiem politycznego złota, uczyni nielegalny stan wyjątkowy bezcelowym, a być może także pokaże prawdę o ostatnich przygranicznych wydarzeniach. Nam nie pozostaje nic innego, jak tylko życzyć unijnym dyplomatom, by nas uwolnili od tej krępującej moralnie sytuacji. By nie pozwolili by świat się dłużej przyglądał na to, jak po raz kolejny nie zdajemy moralnego egzaminu.




wtorek, 21 września 2021

Holokaust to pikuś. ( Test z dnia 21 września 2021 roku)

 


...Dawno temu, kiedy w książce lub filmie pojawiał się kościół, oznaczał on ocalenie dla bohaterów. Dziś, kiedy pojawia się ksiądz, zazwyczaj to on jest nosicielem zła. Kiedyś mówiono, że wszystkie filmy i książki tak naprawdę są o miłości. Dziś z perspektywy swego doświadczenia dostrzegam, że większość jest o agresji.

Nie, nie mam zamiaru obrać tu żadnej z ofiar ani umniejszać ich cierpienia. Tym bardziej, że zagłada narodu Żydowskiego wpisuje się również w temat tego listu.

Kiedy zaczynam jakiś temat, kiedy układam sobie w głowie kolejny post, zawsze zastanawiam się do kogo go powinnam skierować, bo w końcu mój blog miał być zbiorem dedykowanych listów. Ale powiem WAM, że czasami można swój głos skierować wyłącznie do WSZECHŚWIATA, wiedząc jednocześnie, że on nie ma oczu ani uszu i że się nad nim nie pochyli.

Ktoś powie, że smutne jest życie człowieka, który jest pozbawiony wiary i religii, bo z braku zrozumienia u ludzi, mógłby się zwrócić do boga. Ale co zrobić, jeśli to bóg jest winowajcą i do kogo zanieść skargę w takim przypadku.

Oczywiście żartuję. Nie będę się skarżyć na boga, bo ten przecież nie istnieje. Tak oto nie wiem, do kogo jest ten list i tak naprawdę do końca nie potrafię nazwać o czym.

Do tej refleksji, nieco zbyt szerokiej, a jednocześnie związanej niewidzialną nicią z ostatnimi wydarzeniami, skłoniły mnie obserwacje całego mojego życia. Ale jak zawsze jest jakaś iskra, która wreszcie podpala ognisko i jakaś kropla, która przepełnia kielich.

„ Naszym przeciwnikiem nie są katolicy, bo przecież, ludzie!, my jesteśmy katolikami w dużej większości. No nie wpadajmy w schizofrenię. Wiecie co? Mnie się to jakoś nigdy nie kłóciło, z moim liberalizmem, poczuciem wolności, pragnieniem nowoczesności. Ja nie widzę tam żadnej sprzeczności.”- powiedział Tusk na ostatniej konwencji swojej partii. I to chyba była iskra, która mi zapaliła się w mózgu. To wszystko bowiem odbywa się na tle tego barbarzyństwa na polskiej granicy z Białorusią. Nie odniosłam się do tych słów, bo staram się podchodzić do polityki bez emocji. Wcale nie jestem pewna, że Tusk jest głęboko religijny, bardziej podejrzewam, że nie. Rozumiem, że niestety, bez katolików się wyborów w Polsce nie wygra. Rozumiem to, pomimo całego bólu, jaki się z tym wiąże. Bo mnie się katolicyzm w bardzo dużym stopniu z wolnością kłóci, tak jak każda inna agresywna religia.

Ale prawdziwą kroplą, która zmusza mnie do opróżnienia kielicha goryczy jest książka, którą czytam. Leżała u mnie na półce od jakiegoś czasu i czekała grzecznie na swoją kolej. I naprawdę wydawało mi się, że już jestem odporna na zło tego świata, że o wszystkim już wiem i o wszystkim czytałam. Okazało się, że nie o wszystkim.


Książka jest zbiorem wspomnień tak zwanych „ocaleńców”. Członków rdzennych narodów zamieszkujących teren Kanady, którzy przetrwali tak zwaną narodową naturalizację w szkołach z internatem prowadzonych prawie wyłącznie przez kler, głównie katolicki. Naturalizacja miała w założeniu odizolować małe dzieci od ich środowiska w celu wtłoczenia ich siłą w to lepsze, białe społeczeństwo, ale w praktyce była powolną eksterminacją. Dlaczego napisałam, że holokaust to pikuś? Bo czytając poszczególne wspomnienia cały czas chodziło mi po głowie, że gdyby tak zebrano tych tubylców, co do jednego, łącznie ze starcami, kobietami w ciąży i dziećmi, wyprowadzono do lasu i rozstrzelano, a potem pochowano we wspólnej mogile (Katyń), byłby to dla tych ludzi akt łaski. Gdyby ich wszystkich po kolei zaprowadzono do komory gazowej i zamordowano, ich cierpienie nie trwałoby długo. Prosta rzecz, jak równanie matematyczne. Teraz nastała rasa białych panów. A więc kolorowych zabijamy i żyjemy na ich terenie, jako zwycięska rasa. Proste! Zrozumiałe chociaż okrutne. Ale to nie wystarczyło. Nie o to chodziło. Ktoś, kto nosił sutannę i złoty krzyż na piersi dostał władzę nad drugim człowiekiem i postanowił dać upust drzemiącym w nim agresji i chuci. Jakim trzeba być zwyrodnialcem, by odebrać rodzicom dzieci, często poniżej trzeciego roku życia, by rozdzielić rodzeństwa, by w celu finalnego zamordowania latami te dzieci głodzić, trzymać w zimnie, gwałcić, tłuc do nieprzytomności, poniżać, pozbawiać tożsamości, sprawiać, by zapominały własne imiona, twarz matki i było tylko numerem. A potem, kiedy po kilku lub kilkunastu latach tego „wychowania”, każdego, kto ocalał oddać do adopcji, najczęściej na wieś, gdzie musiało zastąpić często konia przy pługu. Wyszkolone do posłuszeństwa i cierpienia oraz zaspokajania potrzeb białego człowieka, doznawały w domach adopcyjnych podobnych krzywd i upokorzeń.

A co, jeśli zwyrodnialec nie był jeden, jeśli były ich setki? Jeśli w tych szkołach z internatem nie znalazł się ani jeden ksiądz, ani jedna zakonnica, ani jedna kucharka, ani jeden woźny, którzy zachowywali by się w stosunku do tych dzieci, jak ludzie?

Dziś w Kanadzie wyciąga się tę okrutną prawdę o „białym człowieku”, stworzonym podobno na podobieństwo boże”. Mówi się także o wybaczeniu i o pojednaniu... I to mnie rani po raz kolejny. Bo wybaczenie oznacza.., bo pojednanie oznacza, że nie będzie zemsty i kary, że ten winowajca, którego macki oplotły cała kulę ziemską, on na chwile się zawstydzi, choć nieszczerze, opuści głowę, ale kiedy się wzmocni będzie robił to samo, bo wie, że jest bezkarny!

 A nas, radosny barani ludek uległy słodkim kłamstwom, stać tylko na to, by nawołując do szacunku dla naszych tradycji, symbole kultur i tradycji zniszczonych przez naszych pasterzy, wykorzystywać w formie gadżetów dla turystów. Gadżetów wykonanych w Chinach, bo przecież ręce, które mogły je wykonać zamordowaliśmy lub zmusiliśmy, by zapomniały, czyje były. 

Kanada, to jeden wycinek historii. Watykańska ośmiornica dotarła wszędzie. Afryka, Ameryka Południowa, wielkie tajemnice, spalone dokumenty, zamordowani świadkowie... Czy kościół kiedykolwiek okazał miłosierdzie wypieranym ze swoich domów i głodzonym na śmierć Aborygenom? Na tle tych historii z ostatnich 200-300 lat, wojny krzyżowe wydają się być humanitarnym szerzeniem wiary. Nawet nas, słowiańskie ludy, zakon krzyżacki traktował jak istoty podrzędne. Przemoc kogoś, kto trzyma w ręku krzyż, jest dla nas prawem.

Patrzę na różnych działaczy społecznych. Każdy prowadzi swoją własną, bliską sercu wojenkę. O prawa kobiet, o prawa LGBT, o niepełnosprawnych, z rasizmem, z mordowaniem czarnych przez amerykańskich policjantów. Pól walki jest bardzo wiele, ale one dotykają tylko wierzchołka góry. Nigdy nie zagłębiają się w samo jądro piekła.

To wojna z góry przegrana, a zwycięstwa są tylko pozorne. Bo jeśli się zagłębimy w te wszystkie problemy, jeśli zadamy sobie podstawowe pytanie: Dlaczego człowieka nienawidzi człowiek, dlaczego poniża się kolorowych, dlaczego popiera się dominację patriarchatu, a w kobietach utrwala cnoty niewieście, dlaczego był holokaust i inne przypadki ludobójstwa, otrzymamy tylko jedną odpowiedź. Każda z dróg, którą zło przyszło do naszych serc zaczyna się przy dwóch skrzyżowanych kawałkach drewna, których symbole wiszą w naszych domach, w urzędach, szkołach, i na szyi większości w nas.

I tu wracamy do słów Tuska... Słów pojednawczych, a jednak złowieszczych dla mnie. Chcemy zwalczyć PiS. Potrzebujemy wyborców. Aby ich zyskać, nie możemy im wykrzyczeć w twarz prawdy o tym, w co wierzą. Musimy ich głaskać i kłamać. I tak będzie już zawsze. Tego nie pokonamy, bo musieli byśmy powyciągać sobie z zakutych łbów te zniewolone mózgi!

Na tym polega nasze przekleństwo! Prędzej zniszczymy ten świat i doprowadzimy do ekologicznej zagłady, niż uda nam się choćby w 10% uleczyć go z religijnej choroby.

Ludzie umierają na naszych oczach z głodu, wyczerpania i zimna i nikt nie zaryzykuje się sprzeciwić. Nikt nie pospieszy na ratunek... Kim jesteśmy? Czym jesteśmy?

Niektórzy, gdy zobaczą grupę uchodźców, której się udało przedostać, natychmiast denuncjują to pogranicznikom. Czy to nie jest przyznanie się do winy? Czy nadal będziemy się wypierać rzezi w Jedwabnem i sprzedawania Żydów? Przecież w naszej mentalności nic się nie zmieniło.

To się wszystko dzieje dziś i teraz, a my świętujemy prezydenckie dożynki. Cieszymy się z medalu siatkarzy, kiedy nasze wojsko i białoruskie służby przerzucają sobie trupy przez granicę, jak tę piłę przez siatkę, to w jedną stronę to w drugą. No i nie zapomnieliśmy o beatyfikacji następnych zasłużonych dla kościoła, szczególnie Wyszyńskiego.

Święty, święty, święty!.. Dopóki się nie wyda, że był pedofilem albo współsprawcą. Bo fakt, że był faszystą nikomu nie przeszkadza.

Książka, o której mówię, to „ 27 śmierci Toby'ego Obeda”. Polecam wszystkim tym, którzy mają silne nerwy.

Jeśli ktoś ją przeczyta i nie zapali mu się czerwona lampka, jeśli nadal będzie uważał, że to takie piękne, że „ przecież jesteśmy katolikami w większości”. Jeśli mu się to nadal nie będzie kłócić z wolnością i liberalizmem, mogę mu tylko życzyć spokojnego życia. Mogę mu poradzić, by nadal czuł się świetnie należąc do najbardziej zbrodniczej organizacji w dziejach świata. Niech śpi spokojnie z krzyżykiem na piersiach ( lub innym symbolem równie agresywnej religii) i niech ten symbol nadal służy mu za usprawiedliwienie, niech mu zamyka oczy, uspokaja sumienie.





czwartek, 16 września 2021

Przekładaniec. ( Tekst z dnia 16 września 2021 roku)

 


Pamiętam poprzednią kadencje rządów PiS. Raz na dwa tygodnie, średnio, wybuchała jakaś afera. Kiedy już znudziła nam się poprzednia, kiedy ją dokładnie rozebraliśmy do spodu, wtedy pojawiała się następna. Kiedy po wcześniejszych wyborach PiS stracił władze, gdzieś z tyłu głowy miotała się niesforna myśl, że teraz to będzie po prostu tak normalnie, że aż nudno.

Dziś jest zupełnie inaczej. Dziś afery, czy może nazywając inaczej, kontrowersyjne poczynania władzy, zdarzają się nie raz na dwa tygodnie, ale każdego dnia, a czasami i dwa razy dziennie. Nie jest tak, jak to bywa w normalnych krajach, że życie się toczy, a raz na jakiś czas rząd odpierdoli coś głupiego. U nas każdego dnia, wielką stertę gówna przykrywa nowe, świeże, a my, nie zdążając się ustosunkować do poprzedniego, zamykamy oczy i uszy, nie widzimy, że ta sterta gówna zaczyna przewyższać Mont Everest. Czujemy tylko to najświeższe i najbardziej śmierdzące. I tak w ostatnim czasie: Uchodźcy na granicy przykryli skutecznie reasumpcję, a stan wyjątkowy skutecznie przykrył umierających z głodu uchodźców. Gdzieś tam w międzyczasie nasza uwagę od drożyzny i szlabanu na unijne pieniądze odwrócił Lex TVN. Teraz, wszystko zakrywa protest medyków, bo nawet to, czego nie wymyśli Kaczyński, czego sama prawica nie wywoła, to wszystko składa się na ten propagandowy przekładaniec. Wszystko im służy i jedno info przykrywa drugie, jeden news wypiera poprzedni. Aż do porzygania.

Nie jesteśmy w stanie za tym nadążyć, ani tego dogłębnie skomentować, ani zareagować, Bo na miejsce jednej potrawy podsuwa nam się następną, która nam się wydaje jeszcze smaczniejsza. I jedyną refleksją nad tą sytuacją jest fakt, że coraz szybciej przyzwyczajamy się do smrodu.

Mówienie o tym, że rządzą nami kretyni nie ma sensu. Czas to dostrzec, że rządzą nami niezwykle przebiegłe skurwysyny, że nami manipulują, że nas wabią zapachem tam, gdzie tylko chcą, a my lecimy jak te muchy, jesteśmy zwyczajnie bezsilni.

Nie jest to dla mnie zrozumiałe, dlaczego, skoro w pasie przygranicznym nie wpuszcza się dziennikarzy, ci bojownicy o wolność słowa nie przekroczą granicy inie poproszą Białorusi o akredytacje i filmowanie sytuacji z drugiej strony granicy. Wszyscy tylko gadają, ale tak naprawdę, poza kilkoma desperatami, nikomu się nie chce narażać.

Taki, chyba dla mnie najbardziej jasny przekaz z sytuacji w Polsce... Zgony po interwencji policji.

Właśnie usiłujemy przepchnąć do nagrody filmowej obraz o tytule: „ Tak, żeby nie było śladów”, który opowiada historie maturzysty skatowanego przez milicję z czasach komuny. I w tym samym czasie trzy osoby umierają po interwencji policji. Nie wiem, kurwa!. Produkujemy materiał na następne filmy? Musimy podtrzymać tradycje martyrologii, czy chuj wie co...

Oglądam filmy z poszczególnych akcji policji. Jednego trupa próbują reanimować lejąc go z liścia po gębie, drugi spokojny człowiek, może pijany, ale spokojny, umiera im w izbie wytrzeźwień, trzeci, potencjalny samobójca, dokonuje żywota podczas akcji ratunkowej. No ja pierdolę. Ludzie! W wielu krajach mamy do czynienia z brutalnością policji. Zdarza się to na całym świecie. Ale po raz pierwszy widzę, że policjanci to jacyś niekompetentni idioci. Oni powinni te filmy schować po prostu za wstydu. Jedni nie maja pojęcia, że tak zwany taser włącza kamerę w momencie, kiedy zostaje użyty i nagrywają własna zbrodnię, jak jakieś matoły z gangu Olsena, Następni, do człowieka z problemami psychicznymi typu depresyjno prześladowczego zamiast wysłać negocjatora, startują kurwa z piłą i gazem?!, Ten człowiek, przy swoim schorzeniu, mógł pomyśleć, że go kosmici atakują, więc chwycił, co miał do obrony! Nóż, to nóż! To ma być jakieś usprawiedliwienie? I na zakończenie trup w kajdankach wrzucony do karetki, z którym jedzie policjantka, gdyby nagle zmartwychwstał i był agresywny. Cokolwiek by się nie działo, we wszystkich przypadkach wychodzi jedynie niekompetencja, durnota i kompletny brak wyszkolenia policji, która, cokolwiek by się działo, musi być na tyle wyszkolona, by zawodnika obezwładnić, bez zagrażania jego życiu. To, że klient był pijany, naspawany, albo agresywny, niczego nie usprawiedliwia. Po prostu! Reakcja policji ma być skuteczna, ale nie może kończyć się śmiercią osoby wobec której podjęto czynności.

. No ja pierdolę! Gdzie my żyjemy!? Żaden satyryk by tego nie wymyślił.

Jedyna refleksją, jaka mi się nasuwa na myśl w ostatnim czasie, to uporczywa myśl: Dzięki Ci boże, który nie istniejesz, że ja już w tym kraju nie mieszkam, że mnie to wszystko nie dotyczy, że mogę udawać, że się nie wstydzę.

Ale to nie jest takie proste. Bo wstydzę się, kiedy polscy kibice gwiżdżą na cudzy hymn, kiedy buczą na cudzy sprzeciw przeciwko rasizmowi.

I naprawdę, analizując moje życie wiem, że przysłowiowy murzynek Bambo budził w nas raczej ciekawość, niż nienawiść i rasizm. Uczono nas nawet w komunizmie ciekawości świata, świadomości inności, ale nie nauczono nas nienawiści bez powodu. Nienawiści, która we współczesnej Polsce, niby demokratycznej, niby wolnej, niby należącej do wspólnoty europejskiej, jest powszechnie usprawiedliwianym zjawiskiem.

Niestety, mam już tę świadomość, że nawet jeśli PiS przegra wybory, nawet jeśli do wróci tak zwana normalność, to zawrócenie z tej podłej drogi, z tego ciemnego lasu, z tego bagna, nie będzie prosta. Pewnie nie stanie się to za mojego życia. Pewnie już nigdy nie przyjdzie taki dzień, że ja będę z Polski dumna, że bohaterskie czyny nie będą podszyte słupkami poparcia, że dobro będzie jasne, a zło określone równie szczegółowo.

Atak na polskość, na patriotyzm, na wartości ludzkie, na nasze zwykłe systemy wartości doprowadził nas nie tylko na polityczne rozdroża, nie tylko nas skłócił z całym światem. On nas samych wyprał z człowieczeństwa, ukradł nam życie. Zastąpił je chwilowym zyskiem, chwilowym światłem reflektorów, chwilowym blichtrem. Bo Polska to dziś kraj tandety, taniego patriotyzmu, płytkich uczuć, słabej wiary niepowiązanej z ponadczasowymi wartościami.

Kiedy komuś mówię, że jestem Polką, to nagle chwyta mnie jakiś skurcz żołądka, jakiś wstyd, jakaś pustka. I natychmiast mam ochotę powiedzieć, że nie jestem taką Polką, taką, jaką nas widzi świat: Zapyziałą, wierząca w gusła, nietolerancyjną i głupią. I mało kto to w Polsce rozumie, że brak postępu w myśleniu, brak refleksji, to upadek i dno, które każdy normalny człowiek rozpozna bez trudu.

Właśnie się dowiedziałam, że jeden z młodych Polaków mieszkających w moim mieście wrócił do Polski bronić kraju przed talibami. I co można powiedzieć w takiej sytuacji, kiedy człowiekowi już mowę odbiera...




Niepotrzebne skreślić czyli " Już nigdy nie zagłosuję na Tuska" (Tekst z dnia 18 kwietnia 2026roku)

 Przeczytałam dziś taki post, o niedotrzymywaniu obietnic przez Donalda Tuska w sprawie, mówiąc krótko, związków partnerskich i wyroku TSUE ...