sobota, 18 sierpnia 2018

Anno... Tekst z dnia 18 sierpnia 2018 roku.)


Miałam pisać dziś o czymś zupełnie innym, bo weszliśmy wreszcie w okres kampanii wyborczej i czas najwyższy zabrać się do politycznej roboty. Dopadła mnie jednak stara sprawa, właściwie w dzisiejszym świetle już całkowicie prywatna, a ponieważ ktoś nieuprawniony użył mojego nazwiska do własnych rozgrywek, muszę niestety publicznie się do tego odnieść. Nie mogę bowiem być ciągle jakąś kartą przetargową w rękach osoby, która robi wiele złego wśród nas, działających na rzecz demokracji. To jet mój ostatni list do tej osoby, list otwarty i z góry zaznaczam, że nie oczekuję odpowiedzi, raczej, jak zwykle wściekłego ataku na wszelkich forach, gróźb przesyłanych mi na messengera, też jak zwykle, i wyciągania jakichś wyimaginowanych brudów. Cokolwiek by to nie było, nie zamierzam już na nie odpowiadać.
Anno.
Niestety, z jakiegoś powodu wyświetlił mi się Twój post, na jakiejś grupie, do której nie należę i nie mam tam prawa do komentowania, a więc i do obrony. Posługujesz się w nim moim nazwiskiem i moim oświadczeniem sprzed dwóch lat. Broniąc w ten sposób swojej dupy i usprawiedliwiając swoje działania. Konkretnie chcesz przy pomocy mojego oświadczenie udowodnić, że to nie Ty rozwaliłaś grupę KODu w Austrii, lecz osoba, z którą ja również weszłam w opisany w oświadczeniu konflikt. Stanowczo się od tego odcinam, by moje doświadczenia z tą osobą i z jej współpracownikami miały być dowodem na cokolwiek. Ja swój konflikt opisałam bardzo szczegółowo, opisując w skrócie, jak do niego doszło. To, że ktoś wykorzystał moją naiwność i pragnienie prawdziwego działania na rzecz demokracji w Polsce, nie oznacza wcale, że działał na szkodę kogokolwiek innego. Owszem, z własnej woli zainwestowałam we współprace z tą osobą prywatne pieniądze. W zamian za to dostałam bardzo dużo kłamstw. Ale zapomniałaś dodać, że po pewnym czasie napisałam drugie oświadczenie, ponieważ osoby przez które zostałam wciągnięta w jakąś nie do końca uczciwą grę, oddały mi wszystkie zainwestowane pieniądze co do grosza. Nie mogę powiedzieć, że zostaliśmy przyjaciółmi, ale rozstaliśmy się bez żalu i gniewu, z obietnicą, że nie będziemy sobie nawzajem bruździć w życiu i tego, jak dotąd się trzymamy. Nie udowadniaj więc posługując się moim nazwiskiem, że są szkodnikami, złodziejami lub oszustami. Ja tego nie wiem, nie wiem, kto zaszkodził komórce KODu w Austrii. Piszesz także o mnie, cytuję: Przypuszczam, ze post niedługo zniknie, ponieważ "poszkodowana" też nie była zupełnie czysta w tej historii...
Tak, byłam winna temu, że zaślepiona bezsilnością chciałam zacząć realnie działać i rozpaczliwie uchwyciłam się ludzi, którzy obiecywali zorganizować polonijną pomoc dla walczących o demokracje w Polsce. Nie wiem, dlaczego byłam taka ślepa, może to ta rozpacz...Zazwyczaj jestem bardzo nieufna wobec ludzi. Ale nikogo nie okradłam i nie szukałam żadnego zysku. Szybko zorientowałam się, co tak naprawdę jest grane, przeprosiłam wszystkich i wycofałam się z układu. Przypominam, że to ja ostrzegłam Kijowskich, by nie popełnili tego samego błędu, co ja, bo mogło to ich skompromitować. Ale, jak się później okazało, jeśli ktoś się chce skompromitować, ta żadne ostrzeganie nie pomoże i żadna zagraniczna organizacja nie musi się w to mieszać.
Ty natomiast Anno, może nie rozwaliłaś grupy KODu w Austrii, ale przyczyniłaś się w znaczący sposób do podziału KODu w ogóle. Występując w obronie Kijowskiego, używałaś tak wulgarnych metod, że wielu ludzi odsunęło się od niego przez Ciebie. Nie wiem, czy Kijowski o tym wiedział, jakich używasz metod, jeśli tak to sprawiedliwym jest to, że odszedł na margines naszej walki. Ty, zaszkodziłaś mu znacznie bardziej, niż jakieś niezapłacone alimenty lub niejasne faktury. Mało tego, zwalczałaś nie tylko te osoby, które miały jakiekolwiek wątpliwości co do uczciwości Mateusza, zwalczałaś także tych, którzy go wspierali. Mam wrażenie, że obawiałaś się, że ktoś może mu głębiej wsadzi palec w dupę, niż Ty. Nastawiałaś mnie wrogo do wielu działaczy, liderów, administratorów grup KODowskich, a także wielu zwykłych działaczy, wysyłając mi obrzydliwe paszkwile na ich temat, tylko tyle, że ja w wyborze przyjaciół kieruję się własnym rozumem, a nie pomówieniami. W tym samym czasie wysyłałaś podobne kłamstwa na mój temat do tych samych osób, które pomawiałaś do mnie. Sprawiłaś, że wiele osób usunęło mnie z grona znajomych i z administrowanych grup na podstawie Twoich pomówień. Nie wiem, co Ci jest i czego Ci brakuje, że musisz cały czas jątrzyć między ludźmi, że sprawia Ci satysfakcję, kiedy doprowadzasz do konfliktów między ludźmi. Na arenie walki o powrót normalności w Polsce, jesteś szkodnikiem. Polska Cię w ogóle nie obchodzi, Ty zawsze siejesz wiatr i prowadzisz swoje prywatne gierki. Nie jesteś uczciwa, co udowodniłaś tym postem. Gdybyś byłą uczciwa, napisałabyś, że tamci ludzie się ze mną rozliczyli. Wiele osób poznało się już na Tobie i wiedzą, że zajmujesz się tylko mąceniem i robieniem burzy w szklance wody. Nikt z nas nie ma czasu na takie pierdoły i Ci, którzy naprawdę o coś walczą omijają Cię szerokim łukiem. Ja również. Mam już dość Twoich oskarżeń! Tak, czasami bluźnię, ale to nie przestępstwo. Posiadam też kilka kont na Fb, bo muszę się jakoś bronić przed takimi ludźmi, jak Ty, którzy zgłaszają moje posty i powodują blokadę mojego konta tylko dlatego, że chcą mi dowalić. Takie osoby, jak Ty, całkowicie nie obchodzi to, co piszę i o co walczę. Jestem po prostu wrogiem.
Ja od dawna nie interesuję się Twoją osobą, nie wspominam o Tobie, nie komentuję Twoich postów ani Twojej działalności. Chociaż czasem mnie ona bardzo mierzi. Bądź więc tak miłą i zrób to samo dla mnie. Nie używaj mnie, jako tarczy, nie wyciągaj nieuprawnionych wniosków z moich wypowiedzi, nie używaj ich do swoich personalnych gierek, nie manipuluj ludźmi używając mojego nazwiska. Współczuję ludziom, którzy się jeszcze na to nabierają, którzy się jeszcze na Tobie nie poznali. Nie podaję Twojego nazwiska, bo wiem, że większość osób, tych przez Ciebie obrzucanych błotem, doskonale będzie wiedziało, o kogo mi chodzi. Zajmij się wreszcie kobieto czymś konstruktywnym, nie zachowuj się, jak PIS, jak dziecko w przedszkolu. A jeśli nie umiesz współpracować z ludźmi to się po prostu odczep od nas. My mamy ważniejsze cele, niż udowadnianie całemu światu, że to właśnie my jesteśmy prawdziwymi bojownikami, że wszyscy inni są gorsi. My idziemy nawet z diabłem ręka w rękę, by obalić PIS.



czwartek, 16 sierpnia 2018

Mariusz, czyli Chryste panie, Indianie... ( Tekst z dnia 16 sierpnia 2018 roku.)



Wielu nienawidzi Kaczyńskiego, inni uważają za największego szkodnika Antoniego Macierewicza. No cóż, jest to szkodnik, ale w obszarze percepcji PISowskiej, minister MON doskonały. Bo Antoni, powinien mieć drugie imię. Powinien się nazywać Antoni, Wojna Macierewicz. Niektórzy uważają za groźnego człowieka drugą personę w PISie, Brudzińskiego. Inni boją się, jak ognia, ministra sprawiedliwości, Zerro Ziobry. No, też go nie lubię i też mnie przeraża, tak jak wielu innych: Pawłowicz, Tarczyński, Jaki/nijaki. Każda gęba specjalnie wybierana, by pasowała do koncepcji PISu. Miernoty, niedouki, wierne pieski Jarosława...ludzie bez twarzy i osobowości i bez wstydu. Małe, pozbawione moralnego kręgosłupa persony rządne władzy. Ale, ze wszystkich tych nazwisk, dla mnie, szczególnie obrzydliwy jest Mariusz. Mariusz, najbardziej obślizgła glizda, najwierniejszy kundel prezesa, który został ministrem obrony. Czyli tak naprawdę ministrem obrony został zwykły poseł Kaczyński, bo Mariusz, jest tylko bezwładną kukłą, która wykonuje bez szemrania polecenia prezesa. Jest tak samodzielnym ministrem, że nawet by pójść się za przeproszeniem wysrać, musi prosić o tajny, podpisany przez prezesa certyfikat na skorzystanie z kibla.
Pisałam to wiele razy. Mariusz, to jedyny człowiek, którego mogłabym bez namysłu opluć na ulicy, bo dzień dobry by ode mnie nie usłyszał.
A wydawało mi się kiedyś, że każdy człowiek zasługuje na szacunek. Niestety, mój mózg nie chce wykrzesać z siebie ani grama szacunku dla Błaszczaka.
Dlaczego się głośno i wyraźnie nie oburzyłam, kiedy Mariusz nazwał sodomitami paradę równości?...Po pewnym czasie przestajemy odczuwać oburzenie. To taki system obronny w mózgu. Obserwując karierę polityczną Mariusza, od dawna wiem, że jego otwór gębowy jest zwyczajnym zsypem na śmieci. Przestałam spodziewać się zapachu róż w miejscu, gdzie śmierdzi zgniłym żarciem i kanalizacją.
Kiedy został wybrany na szefa MONu zdziwiłam się, bo nie wygląda mi na faceta, który kiedykolwiek przekroczył próg koszarów wojskowych albo widział na oczy karabin. No chyba, że w muzeum. Nie łudziłam się także, jak wielu z WAS, że zaprzestanie niszczenia Polskiej Armii. To, co robił Antoni Wojna Macierewicz, a co kontynuuje Błaszczak, jest częścią większego planu. Pozbywanie się dowódców i innych oficerów tylko dlatego, że byli przyzwoitymi ludźmi, stanowili więc zagrożenie i obawę, że w momentach krytycznych staną za obywatelami i za Konstytucją, było planowe, celowe i nie wynikało jedynie z szaleńczych pomysłów Antoniego. PIS najwyraźniej całkowicie lekceważy sobie zagrożenie wojną. Ma jednego, najważniejszego wroga, suwerena, który mógłby nagle oprzytomnieć i chcieć zagrozić władzy. Część społeczeństwa trzeba więc kupić, a drugą część zastraszyć, tworząc posłuszne oddziały obrony terytorialnej.
Jedno okazało się dobre w nominacji Mariusza na szefa MONu, przestał udzielać się medialnie. A dla mnie, zwykłego obserwatora politycznego życia, jest to bezcenne. Niestety, bywają takie momenty, kiedy nawet najbardziej zapracowany minister musi wychylić głowę i pokazać się w mediach. I Mariusz Błaszczak miał takie swoje, obrzydliwe 5 minut w ostatnich dniach...
Każdy z nas ma jakąś wrodzoną słabość do armii, ludzi w mundurach i wszelkich parad wojskowych. Ale kiedy się znajdujemy w sytuacji ekstremalnej, a za taką uważam sytuację w Polsce, nasz mózg zaczyna pracować inaczej. Widząc, jak Mariusz Błaszczak, pytany o paradę równości i nazwanie jej sodomią, okazując tej imprezie lekceważenie i przeciwstawia jej niezwykle ważną paradę wojskową, zastanawiałam się w takiej chwili, do jakiego punktu doszła ludzkość. Co się z nami ludźmi stało, z naszym systemem wartości, że przestała nas interesować miłość i ludzie, którzy walczą o równe prawa do tej miłości, a podniecamy się machiną śmierci. Bo przecież wojsko nie kończy się na pięknych mundurach, wozach bojowych i orkiestrach wygrywających uroczyste pieśni. Każdy z tych żołnierzy niesie karabin, na końcu każdego karabinu czai się śmierć.
Nie, cienki Mariuszu, dla nas wszystkich nie jest wcale ważna twoja głupia, nadęta parada, twoje papierowe wojsko, które ma odwrócić uwagę świata od łamania w Polsce praw zwykłego człowieka. Miłość jest najważniejsza w życiu i możliwość okazywania jej tak, jak każdy to czuje w sercu. Twoja armia, twoje wojsko jest tylko smutną koniecznością, którą musimy posiadać, bo stworzyliśmy świat niedoskonały.
I wreszcie przyszedł dzień Wojska Polskiego..., tak szumnie zapowiadany przez Błaszczaka. Początek nawet poprawny. Nawet prezydent składając wieniec pod pomnikiem Piłsudskiego, nie odwrócił się na piecie i nie poleciał złożyć drugiego wieńca pod schodami do piekła. Wszystko przebiegało w spokoju, zupełnie tak, jak gdybyśmy żyli w najnormalniejszym kraju. Aż wreszcie przyszedł czas na paradę. Miała być wielka i była. Ale przedstawiła tylko ilość armatniego mięsa, jakie jesteśmy w stanie przeciwstawić wrogowi. Chwaliłeś się Błaszczaku, że będzie to parada porównywalna z tymi w Moskwie lub Paryżu...lecz o takim uzbrojeniu, jakie pokazują w Moskwie, ty możesz tylko marzyć do końca życia.
Uspokoił nas jednak bardzo szybko prezydent. Bo jeśli nam uzbrojenia nie wystarczy, to i tak matka boska i Jezus nas obronią. No to ja już teraz rozumiem, a nikt mi nie był w stanie tego wytłumaczyć, dlaczego fundusze z MON są przekazywanie Rydzykowi. Prezydent zresztą obiecał także, że będzie apelował do rządy, aby ten zwiększył wydatki na zbrojenie...Czyżby armia z Torunia za mało jeszcze dostała i cierpiała na jakieś niedobory? A ja nie mogę tego niestety inaczej skomentować...chuj z takim Jezusem i z taka matką boską, która ma stać za przelewaniem krwi i za śmiercią.
Nie miałam ochoty oglądać tej defilady, myślałam by sobie strzelić drzemkę, bo po raz pierwszy po kilku miesiącach upałów spadł u nas deszcz. Ale pomyślałam sobie, że jeśli PIS tak głośno zapowiada to niezwykłe wydarzenie, to jak nic coś w międzyczasie odpierdolą i było by głupio tego nie zobaczyć. I stało się...
To nie była by największa parado wojskowa w historii Polski, gdyby nie Ci przebierańcy, zapewne z wojsk terytorialnych, ubrani w historyczne stroje średniowiecznych rycerzy i uczestników dawnych wojen. Niektórzy z WAS porównali ten genialny pomysł Mariusza, do podobnej parady wojsk historycznych, nazwanej Paradą tysiąclecia, zorganizowanej przez komunistów w 1966 roku. Obejrzałam skrót z tej parady na Youtube i muszę przyznać, ze tamta za komuny prezentowała się o wiele lepiej. Ale nie o to przecież chodzi. Wtedy, jeśli obchodzono tysiąclecie polskiego wojska i pokazywano, jak ta armia zmieniała się przez wieki, miało to jakieś uzasadnienia. Ale co mają jakieś obdartusy, jakby żywcem wyciągnięte z Bitwy pod Grunwaldem, z filmu Potop, albo z reklamy proszku do prania Ojciec prać , ze stuleciem odzyskania niepodległości. Żadne takie wojska, nie brały udziału w tamtej wojnie, ani w Bitwie Warszawskiej, no kurwa, chyba, że o czymś nie wiem.
Dobra, możecie powiedzieć, że czepiam się szczegółów, że się Mariusz postarał i włożył w to wszystko dużo serca. Mariusz, nie ma serca, nie kłamcie. Wytłumaczcie mi w takim razie, skoro tacy jesteście mądrzy, dlaczego niektórzy husarzy popierdalali w pióropuszach na piechotę? Konie im zdechły po drodze? Czy ja znowu się czegoś nie douczyłam, bo nie słyszałam o jakiejś jednostce pieszej husarii? Powiem WAM, no może z powodu wieku mam już wzrok nie taki, ale w pierwszym momencie mój mózg doznał chwilowego przepalenia styków, bo wydawało mi się w pierwszym momencie, że to idą Indianie i mi szczęka opadłą z wysiłku i zastanawiania się, jaki to związek znalazł Mariusz między Bitwa Warszawską, polskim wojskiem, a jakimiś Apaczami w pióropuszach...
Drodzy Państwo. Jest taki słynny cytat, Chuj, dupa i kamieni kupa i drugi, który mówi o papierowym państwie.Przedstawiano nam te cytaty wyrwanego z kontekstu, by nas oburzyć postawą i wulgarnym zachowaniem będących po winie, na prywatnym spotkaniu, polityków Platformy Obywatelskiej. Kontekst był tak zmataczony, że tak naprawdę nie wiedzieliśmy do końca, co rozmówcy mieli na myśli. A teraz widzę, że należało by uznać ich za jasnowidzów. Bo może w tamtych czasach nie, ale dziś papierowe państwo już mamy, bo tylko na papierze mamy demokrację, wolne sądy, wspaniałą armię i grono zaprzyjaźnionych sojuszników, gotowych nas bronic do ostatniej kropli krwi. Tylko na papierze należymy jeszcze do Unii Europejskiej, bo każdego dnia łamiemy jej prawa i sprzeniewierzamy się panującym w niej zasadom. A kiedy jasnym się okaże, że do wspólnoty już nie należymy, to wtedy...no właśnie, chuj, dupa i kamieni kupanas dopadnie.



niedziela, 12 sierpnia 2018

Mam pomysł na biznes. ( Tekst z dnia 12 sierpnia 2018 roku)


Dawno nie pisałam o KOSzie...
Ja uznana przez murarzy za wroga tej organizacji, mając cały czas kontakt z jej członkami milczałam, nie chcąc jątrzyć.
Teraz mogę powiedzieć już, że bardzo się ciesze, że ta organizacja przetrwała najgorsze chwile, że powoli podnosi głowę z popiołów. Bardzo się z tego cieszę i wcale mnie nie dziwi, że Feniksnarodził się właśnie w Szczecinie, gdzie niezależnie od tego, co się w KODzie działo, członkowie tej organizacji nie mieszali się w wewnętrzne spory zajęci pracą u podstaw. Po prostu cały czas robili swoje. I nie dziwi mnie wcale, że cała akcja pomnikowa zaczęła się właśnie w tym mieście, że to tam założono pierwszą koszulkę na pomnik Lecha Kaczyńskiego.
Cudowny efekt tej akcji polega na tym, że rozlewa się ona po Polsce, a także po świecie, jak złowieszcza dla PISu dżuma, że rozszerza się w takim tempie, jak wirus przenoszony drogą kropelkową, że nie można jej już zatrzymać. I to jest prawdziwe odrodzenie KODu, pokazanie, że wcale nie trzeba być agresywnym, by być upierdliwym dla władzy, by dopiec PISowi do szpiku kości.
Genialność polega też na tym, że do walki politycznej zostało zaprzęgnięte słowo święte KONSTYTUCJA, któremu jest się bardzo trudno oprzeć, niezależnie, czy się jest z lewicy, centrum czy prawicy. Wszystkie działania przeciwko temu symbolowi ośmieszają władzę, pokazują jej prawdziwe oblicze. I właśnie o to chodzi. By uwypuklać kłamstwa. Bo jeśli się ściga ludzi za samo propagowanie KONSTYTUCJI, to trudno jest wszystkim wmówić, że się chce działać zgodnie z prawem i sprawiedliwością.
Dzięki więc KODzie, za tę akcję, która wszystkim, także WAM wymknęła się spod kontroli. Bo dziś już nikt nikogo nie musi zachęcać. Większość normalnych Polaków myśli, jak tu dopiec władzy i umieścić słowo KONSTYTUCJA w swoim codziennym życiu.
A mnie się marzy, że w następnym zgromadzeniu Parlamentu Europejskiego, przychylni demokracji posłowie wystąpią w koszulkach z napisem KONSTYTUCJA. Wiem, że gdyby taką koszulkę dostała hiszpańska europosłanka Tania Gonzales Peñas, nie zastanawiałaby sie nawet 5 minut, czy w niej wystpić. Bo to jest świetna babka, wielokrotnie wypowiadająca się w sprawach demokracji w Polsce. Mam też takie marzenia, że wieża Eiffla, która często przybiera barwy dostosowane do najnowszych wydarzeń, też kiedyś zaświeci hologramem z napisem KONSTYTUCJA.
Pomysłów na bycie upierdliwym dla władzy jest bardzo wiele. Ostatnio kierowca autobusu w Poznaniu przyozdobił swój pojazd tęczowymi flagami w związku z marszem równości. I o to właśnie chodzi. Powinniśmy produkować takie chorągiewki, jak biało czerwone, którymi zdobimy swoje samochody lub miejsca pracy w dni świąt narodowych. Kiedy jest marsz KODu, niech każdy kto może jeździ z chorągiewką KODu, kiedy jest akcja Obywateli RP, niech wszyscy się zdobią ich emblematami, tak samo w przypadku strajku kobiet i wszystkich innych inicjatyw, które przeciwstawiają się totalitarnej władzy. Ten, kto nie może być na ulicy, niech protestuje w inny sposób. Kiedy któryś z członków PISu zamówi pizzę, niech na pudełku widnieje napis KONSTYTUCJA, tak samo, kiedy zamówi piwo, mąkę czy kiełbasę. Kiedy pójdzie do fryzjera, niech na lustrze, przed sama krzywa gęba wisi znaczek KONSTYTUCJA, niech takie naklejko ma każdy przyzwoity kierowca taxi, obok naklejki ubezpieczyciela. Niech KONSTYTUCJA wyziera z lodówki, niech długopisami z napisem KONSTYTUCJA nasze dzieci piszą szkolne egzaminy...

Czy To WAM czegoś nie przypomina? Tak, do WAS mówię WY, KODziarze? Czy ja już WAM tego nie proponowałam jakieś 2 lata temu. Wtedy mówiłam o znaczku z napisem POPIERAM KOD, który byłby powszechny w życiu Polaków. Jakoś wtedy zignorowaliście moje podpowiedzi. Trudno, nie mam żalu. Zostałam nawet posadzona o to, że chcę z tego wszystkiego coś ugrać dla siebie...
I wiem, że dziś będzie podobna sytuacja. Że co dziesiąty z WAS ( oby tylko co dziesiąty) powie, że ktoś na tym produkowaniu koszulek i chorągiewek zarobi...
Drodzy Polacy, czas już wreszcie dorosnąć. Czas już przestać wierzyć, że w życiu jest cokolwiek za darmo. Nie, nie jest. Wręcz namawiam byście WY, wszelkiego typu wojownicy, znaleźli sponsora, kupili maszyny drukarskie i zaczęli zarabiać na produkowaniu materiałów propagandowych. Mówię to z doświadczenia osoby, która od 3 lat poświęca za darmo swój prywatny czas na działalność polityczną. Robię to, bo kocham swój kraj. Ale oprócz tego muszę z czegoś żyć. Tyram więc na chleb, próbuję ogarnąć dom, dać swoim bliskim najwięcej jak się da. Na pisanie postów i działalność polityczną pozostają mi noce. A przecież nie wszystko idzie zawsze tak, jak chcemy. Mamy czasem jakieś awarie, jakieś problemy, czy choćby tak jak ja, psa z epilepsją. I wtedy wali się wszystko na głowę jeszcze bardziej niż zwykle. Robimy to, co robimy, bo kochamy Polskę. Sama siebie się boje zapytać, ile i kiedy śpię. I gdyby ktoś mi powiedział, że zapłaci mi głupie 20 złotych za jeden tekst, przyjęła bym to z pocałowaniem ręki. Bo wiem, że wtedy mogłaby, trochę mniej pracować, trochę więcej odpoczywać i nie myliły by mi się literki na klawiaturze. Tak, wiem, co powiecie...Nikt mi nie każe tego robić. Ależ każe mi, moje własne sumie każe mi nie odpuszczać. Kiedy widzimy innych ludzi wydaje się nam, że im to wszystko przychodzi łatwo. No ja łatwo nie mam. Przez większą część mojego życia jestem zdana sama na siebie. Przez większą część mojego życia żyję ze ściśniętym żołądkiem, bo albo jest ktoś chory wokół mnie, albo ma egzamin, albo ma inny problem, a ja, jak głupia borę to na klatę za darmo! Bo nie potrafię inaczej. Nie wmawiajcie więc ludziom, że jeśli wykonują jakąś pracę i chcą na tym zarobić, to jest coś złego. Ja też bym chciała, chociaż wszystko, co robię, płynie prosto z serca.
Dla mnie to nie ma znaczenia, jeśli ktoś produkując dla nas, walczących o demokrację, zarobi pieniądze. Niech mu one pójdą na zdrowie. Ważne, że my dzięki temu pokonamy potwora. I co w tym wszystkim najważniejsze: Kiedy już pokonamy PIS, to możemy sobie oczywiście odpocząć dwa tygodnie, możemy poświętować zwycięstwo, a nawet się upić. Ale pamiętajmy, że nie możemy już spokojnie zasypiać myśląc o przyszłości. To, w co zainwestujemy dziś, nie może się nigdy zmarnować. Nasza walka nie kończy się wraz z obaleniem PISu. Musimy nadal uświadamiać ludzi, jak powinni zachowywać się, jako obywatele. Musimy położyć nacisk na wychowanie nowych pokoleń w duchu KONSTYTUCJI, która jest dziś naszym symbolem. W duchu KONSTYTUCJI, a więc w duchu prawa, w duchu tolerancji, w duchu sprawiedliwości i poszanowania praw wszystkich obywateli. Więc nie martwcie się, że się WAM nie opłaca inwestować w jakieś maszyny do drukowania ulotek lub koszule. Obecna sytuacja uświadomiła nam, że czeka nas ogromy, wieloletni wysiłek, by wreszcie zlikwidować na zawsze widmo powrotu dyktatury i totalitaryzmu. Życia nam nie starczy, by to osiągnąć...
Dziś mogę tylko WAM KODerom, w których zawsze wierzyłam, tylko i wyłącznie pogratulować i wyrazić swoją radość, że w końcu zaczynacie się zbierać po tym wszystkim, co WAS spotkało. Pozostaje mi tylko liczyć na to, że nauczyliście się na błędach, że zrozumieliście to, iż zaufanie nie wyklucza kontroli i że ludziom, którzy się angażują w walkę, trzeba za ich czas poświęcony zapłacić, by mogli normalnie życie, nie uciekając się do złodziejstwa lub oszustwa.



sobota, 11 sierpnia 2018

Czy chce pan kupić trochę złomu? ( Tekst z dnia 11 sierpnia 2018 roku)


Prezydent myśli o zablokowaniu nowych przepisów dotyczących ordynacji wyborczej do Europarlamentu. Czy to będzie teraz wet za wet, czyli zemsta za zablokowanie referendum konstytucyjnego? A może tylko zwykła, PISowska gierka, by nam się wydawało, że w Polsce toczy się jeszcze jakaś demokratyczna gra, że mamy jakiś rząd i jakiegoś prezydenta prezentującego odmienne zdanie? Stawiała bym na to drugie. Prezydent zawsze zachowuje się, jak dziewica orleańska, a potem i tak daje dupy. Prowadzi swój udawany flirt z PISem i niby się mu opiera, a w końcowym efekcie wiadomo, że to tylko taka gra wstępna, tylko widowisko dla mas.
Ostatnio wszyscy podsumowywali 3 lata prezydentury tej miernej persony, ale właściwie...o czym tu gadać. To smutne, że w tak zwanej wolnej Polsce, mamy za prezydenta takiego ignoranta, co się nie zdarzało nawet wtedy, kiedy Polska wcale tak wolna nie była. Jednego możemy być pewni. Andrzej Duda, ze swoją miną niezłomnego błazna, przeprowadzi nas bezbłędnie z demokracji do czegoś, czego nazwać nawet nie potrafię. Przeprowadzi nas z Polski pełnej nadziei, europejskiej i aspirującej do miana nowoczesnego państwa, w otchłań średniowiecza, tradycyjnych guseł, oparów absurdu i chociaż to wszystko wydawało nam się niemożliwe, to na naszych oczach rujnuje się to, co zbudowały ostatnie pokolenia.
Jak wielka jest siła słowa, jak wielka jest siłą kłamstwa, jeśli się je odpowiednio przystroi w narodowe barwy i zanuci w patriotyczną nutę??? Jak łatwo jest zmanipulować ludzi, którzy nie mają w sobie diabelskiego pytania Dlaczego?, którzy przyjmują wszystko na wiarę i bez refleksji?
Opowiada się ludziom o tym, jak wielka i piękna jest nasza Ojczyzna, przywołując w apelach imiona bohaterów, pokazując bohaterskie wyczyny i krwawe bitwy, a w tym samym czasie rozmontowuje się armię, wyrzuca doświadczonych generałów, czyniąc Polskę po prostu bezbronną... Prezydent uczestniczy w uroczystościach państwowych, zasłania się wieńcami z białych i czerwonych kwiatów... ale tak naprawdę nastawia ucho i czeka, kiedy jakieś państwo postanowi złomować swój sprzęt wojenny, staje w kolejce po ten złom i nazywa się to modernizacją polskiego wojska...
Samoloty z demobili NRD, okręty z demobilu Norwegii, czołgi z demobilu RFN, a teraz jakieś stare fregaty z demobilu Australii. Że o naszych starych odświeżonych hełmach, pomalowanych by wyglądały na nówki nie wspomnę. Aż żal bierze, że prezydent musi jeździć po całym świecie i ten złom do Polski zwozić. Może by tak wystąpić z europejską inicjatywą i otworzyć militarny lumpeks specjalnie dla Polski?... Obiło mi się o uszy, że nawet mundurów nie ma za co kupować, bo wszystkie pieniądze Rydzyk pochłonął. To może i trochę starych mundurów się znajdzie. Będą nasi dumni żołnierze nosić podzirki z Europy!
Ja, jak wiecie nie jestem miłośniczką militariów i dla mnie najlepiej by było, gdyby można było w ogóle rozwiązać wszystkie armie, a pieniądze przeznaczyć na inny, lepszy i ważniejszy cel. Ale zdaję sobie sprawę, że to tylko takie moje mrzonki i że jeszcze bardzo długo armie będą istniały. A skoro już tak jest, to całkowicie nie rozumiem, dlaczego polski rząd, w końcu kurwa, wybrany w demokratycznych wyborach, robi z polskich żołnierzy szmaciarzy i żebraków! A prezydent, który i tak w tym kraju nie rządzi, zamiast się kurtuazyjnie spotykać z głowami innych państw, bo taka jest jego rola, robi jakieś szemrane interesy z handlarzami złomem militarnym.
Słowa, słowa, słowa, kłamstwa ubrane w piękne kwiatki, w patriotyzm i narodowe ideały. Dlaczego wszyscy są ślepi i nie widzą ,że to prędzej czy później doprowadzi do katastrofy? Bo władza prowadzi medialną wojnę zaczepną z wieloma krajami. Dopóki to jest wojna na słowa, to można to uznać za elementy jakiejś gry dyplomatycznej. Ale, co się stanie, jeśli nasze opluwania ktoś potraktuje poważnie, jeśli ktoś naprawdę wystawi przeciwko nam armię? Z kim wy chcecie walczyć, wy polityce z PISu, z muzeami świata?, bo z Polskiej Armii też uczyniliście muzeum...
Tak sobie zaglądam do internetu i myślę...ten resort przeznaczył tyle milionów na Rydzyka, tamto ministerstwo tyle... Rozumiem, że można uzasadnić dotację z ministerstwa środowiska na studnie termalne, albo z ministerstwa edukacji na jakiś mniej lub bardziej powalony uniwersytet, ale żeby wszystkie resorty dawały pieniądze Rydzykowi? Nie rozumiem, dlaczego także resort obrony musi dać daninę złodziejowi z Torunia. A może nasi żołnierze z braku mundurów będą po tych lasach popierdalać w sutannach z odzysku? Czy, kiedy nas napadną, to będziemy wroga krzyżami i różańcami napierdalać? Bo to, że wojsku brakuje amunicji i podczas ćwiczeń nie strzelają, tylko pokrzykują paf, paf, jest niestety faktem.
Kiedy my, Polacy w końcu zmądrzejemy? Kiedy wreszcie zrozumiemy, że kościół katolicki jest tylko wrzodem na naszym ciele, który nas toczy od stuleci? Kiedy uświadomimy sobie, że wiara w jakiegokolwiek boga nie może mieć nic wspólnego z pieniędzmi? Wiata, nadzieja, miłość, to wszystko mamy za darmo i bez pośredników w sukienkach! Gdybyśmy się tak szczegółowo zagłębili w temat, zobaczyli byśmy, że połowę budżetu państwa pochłania kościół katolicki i że bez niego natychmiast można by dołożyć pieniędzy emerytom, niepełnosprawnym, całej budżetówce, dać darmowe leki potrzebujących, wybudować drogi, przedszkola i zmniejszyć kolejki do lekarzy. Polacy zrzekają się tego wszystkiego, bo jakiś pokręcony pasterz im wmówił, że w ten sposób kupią sobie niebo. Może więc to prymitywne, średniowieczne myślenia jest dla Polaków dobre, skoro ciągle wierzą, że wcale nie trzeba być dobrym, że wystarczy zapłacić za zbawienie.
Przez 3 lata rządów Andrzeja Dudy, (chociaż powiedzenie rządów jest w tym wypadku nadużycie, to raczej jest przymykanie oczu na nierząd) straciliśmy twarz na całym świecie. Tylko Donald Tramp nas jeszcze mami, bo jesteśmy dla niego doskonałym materiałem na mięso armatnie... w razie czego. Staliśmy się śmietniskiem świata, gdzie się wywozi nawet zwykłe odpady komunalne, a powoli stajemy się także złomowiskiem, komisem militarnym skupującym eksponaty nie zdolne stawić czoła w nowoczesnej wojnie.
Życie pisze swoją historię nieprzewidywalną. Nikt z nas tak naprawdę nie jest w stanie powiedzieć, co wydarzy się jutro. To, w co jeszcze wczoraj nie wierzyliśmy, dziś staje się faktem. I to jest w historii świata piękne, bo tylko te zbiegi okoliczności zmusiły nas byśmy zeszli z drzewa, opuścili jaskinie, ujarzmili ogień, byśmy ze zwierząt przeobrazili się w istoty świadomie podejmujące decyzje, kierujące się nie tylko instynktem, lecz także uczuciami i doświadczeniem.
Piszecie mi, że moje listy WAS dołują, że są pełne goryczy i czarnowidztwa. To dziwne, bo jestem osoba dość pogodną i jestem pewna, że to, co się na świecie wydarza złego, ma na celu wywołanie reakcji odwrotnej. To się nazywa postęp, sztafeta, w której każde nowe pokolenie przejmuje pałeczkę i niesie ją w przyszłość. A istota ludzka nie uczy się dzięki słowom, lecz dzięki wydarzeniom. I wszystko jest tak, jak być powinno, dopóki, nie ważne, czy z górki czy pod górkę, pchamy ten świat zawsze do przodu. A to, co mnie przeraza w dzisiejszej sytuacji, to poczucie, że straciliśmy kontrolę, że przestaliśmy iść ku przyszłości, że ten wózek wymknął nam się z rąk i nabiera rozpędu staczając się w mroczne otchłanie przeszłości. Nie jest bowiem karygodnym złem popełnianie błędów, karygodnym jest nie wyciąganie z nich nauki. Złem jest budowanie państwa na mitach o bohaterach czasów minionych w tym samym momencie, kiedy podczas pogrzebu prawdziwego bohatera, głowa państwa poluje na kangury. Przestępstwem jest zmienianie historii, nadawanie jej nie istniejących znaczeń. A już prawdziwą zbrodnią jest wmawianie ludziom, że można żyć tymi mitami, że nie trzeba być przyzwoitym tu i teraz, bo w końcowym efekcie, ci polegli bohaterowie nas usprawiedliwią. Przeszłość jest przeszłością i wcale nie zawsze była tak świetlana. A my?, my nie patrzmy na to, że nasz dziadek, że nasz ojciec czy matka, byli przyzwoitymi ludźmi. My bądźmy wreszcie przyzwoici, bądźmy obywatelami, nie żyjmy przeszłością. Bo następne pokolenia rozlicza nas wyłącznie z naszego życia, z naszych błędów, i zaniechań.



piątek, 10 sierpnia 2018

Czy to przypadek... ( Tekst z dnia 10 sierpnia 2018 roku)


Przedwczoraj pożegnaliśmy Korę, naszego anioła wolności. Dziś kolejny wolny ptak, Tomasz Stańko, odleciał grać na swej ukochanej trąbce w świecie, który dla nas, żywych, jest nieosiągalny. Czy to jest przypadek, czy to jest tylko zbieg okoliczności???, że właśnie teraz, właśnie w chwili, kiedy w popiół obraca się dzieło życia nas wszystkich, kiedy kruszy się i upada gmach Wolnej Polski, odchodzą anioły, które nas ku tej wolności wiodły? Czy to przypadek, że to właśnie teraz, latem roku 2018 umierają bohaterowie, którzy o wolną Polskę walczyli... powstaniec, generał Rylski i Tadeusz Terlikowski, członek dywizjonu 303? A może oni, którzy zawsze byli dla nas dowodem wielkości naszej Ojczyzny, którzy dawali nadzieję uznali właśnie, że ponieśli porażkę, że właśnie umiera to, czemu poświecili życie...
To smutne, stracić nadzieję, to smutne umierać przegranym...
I nagle obudziliśmy się w piekle, kiedy wielkich artystów nie żegna minister kultury, gdzie wielkich bohaterów nie żegna prezydent, lecz wysyła na uroczystości pogrzebowe jakiegoś pachołka...
Śledzimy te uroczystości pogrzebowe w telewizji lub osobiście towarzyszymy tym wybitnym Polakom w ostatniej drodze. I mamy dziwne wrażenie, że częściowo umieramy wraz z nimi, że w urnie składamy także kawałek Polski.
Nie wierzę, że to jest przypadek...myślę, że te wszystkie anioły, wolne jak ptaki, wzniosły się do swego lotu i po prostu zobaczyły, że już nie ma po co wracać...Że na ich ojczystej ziemi, gdzie wolność jest towarem reglamentowanym, nie znalazły miejsca aby oprzeć stopy. Odleciały więc, odeszły, pozostawiły nas samym sobie. Bo straciły nadzieje, że mogą wzruszyć nasze zatwardziałe serca, że mogą zabić naszą obojętność.



środa, 8 sierpnia 2018

A Tobie kto podarował skrzydła? ( Tekst z dnia 8 sierpnia 2018 roku)


Gdyby istniała śmierć, to życie naprawdę nie miało by sensu. To nie możliwe, by człowiek całe życie uczył się żyć, zdobywał wiedzę i doświadczenie a potem umierał i wszystko to znikało w przestrzeni kosmicznej. Wierze w to, że śmierci nie ma, więc dlaczego to tak bardzo boli?... Może dlatego, że nie wierzę, iż istnieje jakieś niebo, gdzie wszyscy spotkamy się po przejściu na drugą stronę... I chociaż nie umieramy, to nigdy już nie spotkamy tej samej osoby w tym samym ciele i z tą sama twarzą. Może gdzieś zetkniemy się z nią w przelocie i nagle poczujemy znajome ciepło, ale nie będziemy w stanie odszukać w swej pamięci powodu tego ciepła, bo będzie ono pochodziło z poprzedniego wcielenia.
Pogrzeby nie są dla tych, którzy umarli lecz dla tych którzy zostali. Nie wylewamy łez nad tymi, którzy odeszli, lecz zawsze płaczemy nas sobą. Boimy się, że za chwilę to my staniemy się tylko fotografią postawioną przy urnie z popiołem, a za nas będą mogli mówić już tylko inni. Płaczemy nad sobą, bo to my pozostaliśmy nadal na szlaku i to my tęsknimy, bo to my, prędzej czy później pozostawimy swoich bliskich we łzach tęsknoty...
Jeszcze pamiętam zapach tamtych czasów, jak gdyby nie minęło 40 lat. Jak gdybym tylko na chwile zasnęła i znów obudziła się w latach osiemdziesiątych... Wtedy Kora nie była moim pierwszym wyborem, bo byłam tylko zakompleksioną nastolatką, która dopiero uczyła się życia. A ona zawsze śpiewała dla ludzi dorosłych i dojrzałych. A mimo to, jej twórczość, której nie rozumieliśmy, jak ostrym dłutem kształtowała naszą osobowość. To dzięki jej muzyce przestawałyśmy być słodkimi idiotkami z blond lokami, które przekraczały próg rodzinnego domu i stawałyśmy się niezależnymi kobietami, które już nie chcę spełniać tradycyjnej roli społecznej. To dzięki niej zakładałyśmy skóry, ścinałyśmy włosy, malowałyśmy je w tęczowych kolorach i stawałyśmy się buntowniczkami. Jej nienaganna dykcja, jej agresywny głos, jej energia, to wszystko pozostało w nas, w tamtym pokoleniu.
Miała 67 lat, a nam się wydaje, że to nie jest możliwe...Kora? Kora mentalnie nigdy nie przekroczyła czterdziestki. Nigdy nie stała się zgorzkniałą, starą, narzekającą babą. I kiedy widzimy jej wiek, nagle patrzymy w lustro i widzimy siebie, widzimy to pokolenie Republiki, Perfectu, Maanamu czy Budki Suflera... cudowne pokolenie bojowników, które powoli, lecz nieustannie przenosi się do wieczności.
I taki dzień, jak dziś, uświadamia nam, że mieliśmy wielkie szczęście, że przyszło nam żyć w niezwykłych czasach, kiedy nawet muzyka była buntownikiem.
Płaczę dziś nie nad Tobą Koro, bo nie ma wątpliwości, że Ty akurat na pewno jesteś nieśmiertelna. Płaczę nad swoją młodością, nad tym romantycznym kawałkiem życia, kiedy uczyliśmy się stawać po słusznej stronie i nad tym, że to wszystko ktoś dzisiaj znowu burzy. Płacze nad tymi, którzy dziś nie mają takich idoli, którzy by im ukazali jedyną i prawdziwą wolność, która zamieszkała w nas. Wystarczyło otworzyć klatkę i ją uwolnić... My dziś to zatraciliśmy..., my dziś nie znamy klucza do klatki!
Każdy z nas, z mojego pokolenia, trochę dziś umarł...prochy każdego z nas były w Twojej urnie, Twojej urnie Koro. I jakoś jest to dla mnie bardzo symptomatyczne, że tak wielu aniołów wolności odchodzi od nas w tych dniach, kiedy wolność narodu zamieniamy w gruzy. Zupełnie tak, jakby zwątpili w sens dalszej walki, jakby tę wolność, której poświęcili życie odchodziła wraz z nimi w zapomnienie...


PS. Nie chciałam tego pisać w treści pierwotnego tekstu... Prezydent Andrzej Duda, który jest ode mnie sporo młodszy, przypiął się ostatnio do naszego pokolenia, twierdząc, że wychował się na muzyce Kory. Milczałam, bo moje dzieci, zupełnie inne pokolenie, często także słuchają muzyki z mojej młodości. Ale nie widziałam dziś pana,panie długopisie,na pogrzebie??? Zresztą od początku nie miałam wątpliwości, nie może być takim dupkiem, jak pan, ten, kto słuchał Kory. Słuchał ze zrozumieniem! Więc niech się pan nie przypina do mojego pokolenia. Niech pan słucha tego waszego haj li haj lo..., bo chyba to do pana bardziej trafia.




sobota, 4 sierpnia 2018

Bohaterowie. ( Tekst z dnia 4 sierpnia 2018 roku.)


Nie pamiętam dokładnie, może 3, a może 4 lata temu czytałam powieść, którą napisał Joe Ebercromble.
Nieokreślona kraina, nieokreślone armie ścierające się w bratobójczej wojnie domowej o władzę. Dawne zamierzchłe czasy sądząc po rodzajach używanej w walce broni, lecz sama fabuła nie umieszczona w żadnej, konkretnej czasoprzestrzeni. Tragiczne losy różnych postaci walczących po obu stronach konfliktu przedstawione barwnie, budzące sympatię tak bardzo, że aż trudno opowiedzieć się po czyjejkolwiek stronie. Doskonałe sceny batalistyczne, które lubię zarówno w literaturze, co w filmie, pomimo pokojowego nastawienia do świata... Żałuję tylko, że te krwawe wojny, nie są tylko i wyłącznie wytworem wyobraźni zdolnych pisarzy, ambitnych reżyserów lub twórców hitowych gier komputerowych. Są one niestety częścią historii ludzkości. I ciągle jeszcze gatunek ludzki, któremu i tak zagraża zagłada, nie potrafi docenić życia. Wojny były, wojny są i najprawdopodobniej będą dopóty, dopóki istnieją ludzie.
O Powstaniu Warszawskim powiedziano już chyba wszystko. Opowiedziano już chyba każdą powstańczą opowieść. Nam, którzy urodzili się po wojnie nawet nie wypada komentować tego wydarzenia. Założę się, że większości z dzisiejszych obywateli Polski nie stać by było na taką walkę. Większości nawet nie stać na protest wobec zabierania nam wolności pomimo, że jeszcze żadna kara za to nie zagraża. Pozostaje tylko oddać cześć bohaterom, tym wszystkim młodym ludziom, którzy dusili się w niewoli i jak ptak, który się w klatce nie urodził, woleli zginąć, niż w tej klatce pozostać. Ale oprócz bohaterstwa, którego nie sposób poddawać jakiejkolwiek ocenie, jest jeszcze wciąż to samo pytanie. Czy to bohaterstwo miało sens?
Dla tych młodych ludzi zapewne tak, gdyż ich walka była wyzwoleniem. Wyzwoleniem od strachu, od poniżenie i bezradności. I w tym sensie śmierć nie wydawała się czymś strasznym. My jednak powinniśmy czerpać z historii wiedzę i naukę. My, możemy z perspektywy czasu zrobić bilans zysków i strat. I może mnie ktoś ukarać za to co powiem, ale dla mnie Powstanie Warszawskie było..., nie nie błędem, bo błąd popełnia się w dobrej wierze, było świadomym działaniem politycznym. Nie jest żadną tajemnicą, że rozkaz do rozpoczęcia powstania został wydany nie ze względu na działania hitlerowców lecz z powodu stojącej u bram miasta Armii Czerwonej.
Ten front wschodni, zanim dotarł do granic Warszawy, wyzwolił po drodze wiele polskich miast i wsi. Było, jak to podczas wszystkich działań wojennych sporo ofiar i zniszczenia. Ale nigdy na taką skalę, jak w Warszawie.
Dziś wiele osób próbuje manipulować historią, wręcz winić Armię Czerwoną za klęskę powstania. To prawda, że nie pomogli powstańcom. Ale dziwne jest nasze, polskie podejście. Wydaje nam się, że możemy komuś pluć w twarz, a on zawsze powinien nadstawiać drugi policzek. Skoro wywołaliśmy powstanie, by Rosjanie nie wyzwolili Warszawy, bo wydawało nam się to...nie do przyjęcia, jeśli walcząc z Niemcami, tak naprawdę walczyliśmy z Rosjanami, dlaczego uważamy, że mimo wszystko Rosjanie powinni okazać nam swoje miłosierdzie? Co to za głupie dywagacje i pierdoły? Tak WAS uczą manipulować historią? Wiem, że warszawska młodzież została rzucona na rzeź tylko dlatego, że u bram Warszawy stała Armia Czerwona, ale to nie ona ich atakowała. I nie można zakładać z góry, że wyzwolenie przez Rosjan było by gorsze od faszyzmu. Warszawiaków mordowali Niemcy, a na rzeź zostali wysłani bezsensownie, bez szans na zwycięstwo, na pewną śmierć, przez swoich dowódców, którzy gdzieś daleko grzali bezpieczne stołki. Chwała bohaterom, którzy łudzili się, że to walka między Warszawą a hitlerowcami, a w efekcie okazała się walką między zadufanymi w sobie przywódcami państwa podziemnego, a stojącą u bram Armia Czerwoną. Bohaterowie byli tylko mięsem armatnim. Wojna polsko/ ruska wewnątrz II wojny światowej, wojna bez jednego wystrzału, a kosztowała życie 20 tysięcy powstańców, 200 tysięcy Warszawiaków i zrównaniem z ziemią miasta. Gratulacjedla polskich polityków, którzy od stuleci lekką ręką kładą na szali cudze życie. Dziś też WAS, młodych, naiwnie wierzących w patriotyzm tych na świeczniku, wykorzystają do własnych celów, a kiedy znajdą właściwego wroga ( ważnego dla nich, nie obiektywnie groźnego) poślą WAS bez wahania byście walczyli w imię ich tłustych tyłków. Byście przelewali krew, bo WASZA krew nic dla nich nie znaczy. A potem co najwyżej wybudują WAM pomniki i będą przez najbliższe 100 lat grzali swoje polityczne gęby w blasku cmentarnych zniczy. Chwała dzieciakom, które ginęły z wolnością w sercu, a hańba tym, którzy posłali ich na bitwę z góry przegraną i krwawą.
Dziś znów bardzo dużo mówi się o patriotyzmie. A przecież była już nadzieja, że przystępując do Unii Europejskiej zapomnimy o wojnie. Bo przecież związek europejskich państw powstał nie tylko po to, by ułatwić handel i rozwój gospodarczy, ale przede wszystkim po to, by spory i konflikty między państwami europejskimi załatwiać na drodze dialogu i kompromisu, by nasze dzieci, nasze wnuki i prawnuki nie musiały ginąć w imię interesów politycznych. Ale niestety Polacy do tego klubu nie pasują. My, nie umiemy wyrażać swojego patriotyzmu przez uczciwą pracę, przez zdobywanie trofeów i nagród artystycznych lub sport. My tylko umiemy bezsensownie umierać.
Nie bez powodu na początku wspomniałam o książce. Jej autor, z pozoru rozkoszujący się krwawymi obrazami bitew, nie bez powodu zatytułował swoją książkę Bohaterowie.I pomimo, że powieść ma ponad 700 stron ciekawego tekstu, naprawdę ważne w niej jest pierwsze zdanie:
Szczęśliwy kraj, który nie potrzebuje bohaterów.






Niepotrzebne skreślić czyli " Już nigdy nie zagłosuję na Tuska" (Tekst z dnia 18 kwietnia 2026roku)

 Przeczytałam dziś taki post, o niedotrzymywaniu obietnic przez Donalda Tuska w sprawie, mówiąc krótko, związków partnerskich i wyroku TSUE ...